Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).
////////////////////////
Seria ta cieszy się dużym zainteresowaniem. Internauci wolą się jednak wypowiadać w prywatnych emailach. Jest to dla mnie zastanawiające, ale muszę uszanować wolę korespondentów.
Marcin Zimerman nie ma żadnych problemów z ujawnieniem swego nazwiska. Wczoraj w komentarzu m.in. napisał: „Ta cała „akademia” to jakiś śmiech na sali, podczas kilkunastu dni niewiele się można nauczyć, prawdziwa praca to ta w domu z trenerem klubowym. Tyle że w boksie to sie zmienia, stawia sie na nowe metody szkolenia, młodych trenerów wysyła się na zagraniczne staże, organizuje się kursy dokształcające dla trenerów pracujących w regionach. Polityka PZB się znacząco zmieniła po ostatnich wyborach.
PZSZACH nie ma natomiast żadnego pomysłu na rozwinięcie systemu kształcenia trenerów. Można zrobić kurs instruktorski i to tyle, dalej trzeba sobie radzić samemu. Nie organizuje się sympozjów szkoleniowych, nie wydaje się materiałów szkoleniowych, nie dopuszcza się młodych do współpracy z kadrą czy akademią. To wszystko jest skostniałe i archaiczne i nie wpływa dobrze na rozwój naszej dyscypliny. W Polsce na dzień dzisiejszy nie ma zbyt wielu młodych trenerów, odstraszyły ich brak możliwości rozwoju, kiepska organizacja związku (malejąca ilość turniejów, umierające regiony) i w końcu brak możliwości zarobienia pieniędzy bo z trenerki żyje w Polsce kilka osób i są to osoby te same od kilkunastu/kilkudziesięciu lat”.
////////////////////////
Mam nadzieję, że do dyskusji w tym temacie włączy się więcej osób. Sam w 1999 roku zobaczyłem prawdziwe oblicze Młodzieżowej Akademii Szachowej i opisałem to już dawno w różnych artykułach, m.in. w Szachy/Chess: Gorzka Prawda 75/76-2002.
Dla przypomnienia kilka punktów:
1. Pierwsza sesja z moim udziałem odbyła się w Zakopanem w dniach 2-10.10.1999. W zaproszeniu nie było tematycznego programu. Zadzwoniłem do Zbigniewa Czajki w tej sprawie i okazało się, że odpowiedzialny za to Marek Matlak nic takiego nie przygotował. Plan będzie podany na miejscu – poinformował mnie szef wyszkolenia PZSzach.
Okazało się, że na miejscu nie ma żadnego planu działania i jakiejkolwiek ogólnej koncepcji tematycznej. Kwestię treningów uzgadnialiśmy wieczorem po zajęciach i potem taki na gorąco opracowany program dnia wywieszano na tablicy ogłoszeń do ogólnej wiadomości.
Szybko zorientowałem się, że nie wszystkim uczestnikom odpowiadała tematyka zajęć. Część nawet twierdziła, że wiele zagadnień często powtarza się, ponieważ niektórzy trenerzy specjalizują się w pewnych tematach, a są zapraszani na prawie wszystkie sesje.
2. Wielkim zaskoczeniem w Zakopanem były dla mnie tzw. konsultacje. Gdy byłem trenerem kadry, robiliśmy to ze Zbigniewem Czajką w ten sposób, że prosiliśmy każdego juniora lub juniorkę na rozmowę indywidualną. Każda osoba musiała przedstawić swój program pracy samoszkoleniowej i podzielić się z nami swoimi problemami. Naszym zadaniem było każdemu coś poradzić i pomóc w rozwiązaniu tych trudności. Każde spotkanie było protokołowane przez kierownika wyszkolenia. Na zakończenie wszyscy otrzymywali na papierze zadania do wykonania. Na następnych konsultacjach sprawdzaliśmy wykonanie tych zaleceń i młodzież dzieliła się z nami swoimi nowymi dylematami. Była to więc zorganizowana akcja o logicznych założeniach.
To, co zobaczyłem po raz pierwszy w Zakopanem, wprowadziło mnie w zupełne zdumienie. Na pierwsze konsultacje przyszło do mnie trzech młodzieńców z grupy starszej, którzy akurat ze sobą konkurowali. Z początku myślałem, że to żart. Ale nie, tak ich przydzielił kierownik sesji Ryszard Bernard. Co można było więc robić? Popatrzyliśmy wspólnie trochę partii, porozmawialiśmy i koniec zabawy. Potem przyszły dziewczęta, też konkurentki. Ale tutaj była atmosfera bardziej swobodna. Młode panie nie miały większych tajemnic przed sobą. Mogliśmy więc porozmawiać trochę o granych debiutach itd.
3. Inną niespodzianką dla mnie były tzw. prace domowe. Każdy uczestnik Akademii otrzymywał pewne zadania do wykonania. W Zakopanem zauważyłem, że spora część młodzieży nie robi tego w domu, tylko na miejscu. Rzecz jasna, że jakość takich prac nie była na dobrym poziomie. Oczywiście część młodzieży traktowała tę akcję poważnie i dostarczała dobre opracowania.
Dlatego zaproponowałem dwa wyjścia: albo zrezygnować z tego, albo wprowadzić dyscyplinę egzekwowania tych prac pod karą nie zapraszania takich osób na sesje. Młodzież trzeba uczyć szacunku do trenerów. W innych dyscyplinach sportu jest tak, że niewykonanie polecenia trenera pociąga za sobą różne sankcje. I tak musi być w szachach.
////////////////////////
Ta improwizacja na Akademii – pod kierownictwem Marka Matlaka – była akceptowana przez wiceprezesa Polskiego Związku Szachowego i najstarszego trenera Włodzimierza Schmidta.
W programie Akademii nie było indywidualnego przygotowania zawodniczek i zawodników pod kątem debiutów.
Dla nowych Internautów polecam lekturę artykułów na mojej stronie
Szczegóły: Link
oraz na tym blogu w kategorii Szachy w Polsce/Szkolenie.
cdn







![Kalkuta-logo[1]](http://www.blog.konikowski.net/wp-content/uploads/2012/12/Kalkuta-logo1.png)
