Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

cze
18

Historia z gambitem Gajewskiego wywołała wiele emocji. Zaatakowano mnie ostro. Jeden z moich oponentów wysyłał nawet swe zjadliwe komentarze z różnych adresów emailowych, ale z jednego komputera. Oczywiście został bez problemu zdemaskowany. Kolega to tak skomentował: „Widocznie mu się nudzi i musi przypodobać się nowej władzy, a honor to zamierzchła przeszłość. To se ne vrati! Atakują Ciebie ze wszystkich stron, bo pewnie chodzi o coś większego. Było cudownie, a Ty piszesz, że nie jest tak wspaniale i sponsorzy mogą odkryć prawdę”.

Inny z moich obrońców tak się wyraził: „I tak zbyt pochlebnie piszesz o Gajewskim. Zastosowanie nieznanego wariantu i nawet dobra analiza nie daje jeszcze prawa do nazwy teoretyk. Po prostu przeanalizował wariant i zastosował go w odpowiednim turnieju. Teoretyk musi mieć liczne prace, a nie znalezienie jednego ruchu. Autorów nowinek jest wielu i nikt nie nazywa ich teoretykami. Analityków też jest masa i ich też nie nazywa się teoretykami. Analitykiem w obozie Ananda był Radek Wojtaszek. Bardzo skromnie mówiąc Szirowa, który wprowadził dziesiątki nowych ruchów i kontynuacji np. g4 w Philidorze, co ostatnio widziałem, to nikt nie nazywa teoretykiem. Teoretyk szachów to człowiek, który prowadzi badania teoretyczne, analizuje i publikuje nowe koncepcje gry, a nie zawodnik, który odkryje nawet 50 ruchów. To są dwie różne rzeczy”.

Otrzymałem jeszcze wiele innych ciekawych komentarzy. Dziękuję wszystkim za miłe słowa, które mobilizują mnie do dalszego pisania prawdy o polskich szachach!

Teraz do rzekomego odkrycia ruchu 10…d5!? przez Grzegorza Gajewskiego. W Wikipedii jest taki komentarz: W lipcu 2007 r. podczas turnieju w Pardubicach, Grzegorz Gajewski zastosował gambitową nowość 10… d5!? w partii hiszpańskiej[8], która pozwoliła mu odnieść efektowne zwycięstwo nad Wiktorem Kuzniecowem, a następnie została określona przez magazyn ChessBase „nowinką 2007 roku”[9]. Wariant, nazwany gambitem Gajewskiego, szybko stał się popularny i w tym samym roku zastosowali go m.in. Magnus Carlsen, Laurent Fressinet, Radosław Wojtaszek czy Kamil Mitoń.

Napisałem do redaktora tego tekstu i wyjaśniłem problem. Otrzymałem odpowiedź: „Oparłem się na źródłach Chess Base”. A ja właśnie w materiałach Chess Base, dokładnie w zbiorach partii tej firmy, już dawno znalazłem trzy partie korespondencyjne na ten temat, które były grane wcześniej. Załączam je niżej jako dowód.

W tej sytuacji trzeba skorygować tekst w Wikipedii np: Grzegorz Gajewski zastosował w lipcu 2007 r. podczas turnieju w Pardubicach gambitową kontynuację 10… d5!? w partii hiszpańskiej[8], która wcześniej została wypróbowana w turniejach korespondencyjnych. Efektowne zwycięstwo nad Wiktorem Kuzniecowem spowodowało duże zainteresowanie tym wariantem. Został nazwany gambitem Gajewskiego, szybko stał się popularny i w tym samym roku zastosowali go m.in. Magnus Carlsen, Laurent Fressinet, Radosław Wojtaszek czy Kamil Mitoń.

Uważam, że taka wersja oddaje prawdę. Jestem uczulony na prawdziwe informacje w publikacjach szachowych. Jest bowiem wiele błędów w różnych książkach. Sam też korzystałem wcześniej z radzieckiej literatury, w której gloryfikowano zasługi Rosjan. Omijano natomiast wkład zawodników innych krajów w rozwoju teorii debiutów. Dlatego w moich wcześniejszych książkach można spotkać pewne niedokładności. Staram się to korygować w nowszych wydaniach, korzystając z zachodniej literatury i informacji z Internetu.

Często można spotkać jeszcze dzisiaj komentowane partie z adnotacją: „Nowy ruch”, „Nowinka” itp. Komentatorzy nie zadają sobie trudu sprawdzić, czy rzeczywiście jest to zgodne z prawdą. Po konfrontacji z MEGA Chess Base, okazuje się, że rzekoma nowinka ma „długą brodę”. Dlatego apeluję do wszystkich komentatorów: sprawdzajcie to wszystko w zbiorach partii, które są ogólnie dostępne.

cze
17

Polanickie wspomnienia.

W 1991 roku po raz kolejny odwiedziłem Polanicę Zdrój. Tym razem jednak jako „człowiek od wszystkiego” . Memoriał A. Rubinsteina został reaktywowany, ale termin był wrześniowy.
Rundy rozgrywane były po południu i okazało się, że sala turniejowa „nie trzymała ciepła”. Konstrukcja ściany zewnętrznej charakteryzuje się dużą przeszkloną powierzchnią, przez którą słońce wślizgiwało się na szachownice arcymistrzów, ale ciepło okazało się deficytem.
Pierwszy zmarzł świetnie mówiący po polsku, Oleg Romaniszyn. Miał najbliżej do drzwi wejściowych, które często otwierały się dzięki miłośnikom królewskiej gry.
Oczywiście sala wyposażona była wówczas w „grzejniki” w postaci żeliwnych długich segmentów, raczej montowanych w robotniczych pakamerach a nie w salach koncertowych!
Cóż było robić, były one ledwie letnie, a zapewnienia organizatorów, że palą, żywcem przypominały odpowiedź palacza z kultowego „Misia”:” Pani kierowniczko pani się pyta czy ja palę?”- pytał palacz trzymając ramieniem słuchawkę i odpalał kolejnego papierosa od papierosa. Dr A. Filipowicz powiedział krótko: Andrzej zrób coś z tym!
Przypadła mi więc w udziale wizyta w kotłowni pobliskiego DW nr 1, skąd miało płynąć kojące „ciepełko” do sali koncertowej. Byłem zaskoczony pozytywnie rozmiarem kotła, spodziewając się jakiegoś zabytku. Spojrzałem na manometr, zajrzałem na palenisko i już wiedziałem. Okazało się, iż po krótkim i owocnym szkoleniu, które udało mi się przeprowadzić, palacz zmienił bieg rusztu na szybszy i ciepło popłynęło..

W turnieju polanickim brał udział (trzykrotnie) Andras Adorjan. Prócz gry w szachy zajmował się swoistym „marketingiem”. Rozdawał miłośnikom szachów folder „Black is OK”, w skład którego wchodził także komplecik plastikowych figur i szachownicy. Załączam fotografie tego cuda.
Sam arcymistrz sprawiał dziwne wrażenie. Ponieważ przygotowywałem salę do kolejnych rund, miałem możliwość obserwowania go przed rundami. Pojawiał się najwcześniej, zasiadał przy swoim stoliku i odprawiał swoiste czary. Okazało się, że jest zwolennikiem eliksirów i maści z tajemniczych węży. Pachniało to dziwnie a on smarował sobie skronie i przy okazji figury, ale raczej przeciwnika..
Widocznie jednak były one niezbyt dobrej jakości, zaWĘŻAły go, i po zdobyciu 6 punktów nawet nie załapał się na pudło. Może podziałały na przeciwników, zwłaszcza polaka Roberta Kuczyńskiego, który wypełnił normę arcymistrzowską.
Zresztą przyniósł szczęście w 1970 roku Wł. Schmitdowi, który wówczas także wypełnił normę arcymistrzowską.
W nawiązaniu do smarowania zdarzyła mi się komiczna sytuacja: na jednym z turniejów najmłodszy uczestnik, klęczący na krzesełku, jest obserwowany przez kibiców w końcowej fazie partii. Jednym z obserwatorów jest emerytowany nauczyciel, który z niezmiernie poważną miną zwraca się do mnie:
-Panie Andrzeju, ten dzieciak oszukuje!!
Spoglądam na szachownicę, na nauczyciela, znów na szachownicę!
-Ależ skądże- stwierdzam..Na czym polega to oszustwo?
-No przecież on dłubie w nosie i potem figury się kleją!!- odpowiedział poważnie emeryt.
Ledwie powstrzymałem się od głośnego wybuchu śmiechu a on razem ze mną – dałem się nabrać.

Andrzej Sobolewski
Czerwiec 2011

Andras Adorjan

cze
16

Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem publicystą jednej opcji. Dlatego przedstawiam obiektywnie wszelkie problemy naszej dyscypliny. Nigdy nie pisałem negatywnie o polskich szachach, szachistach czy Polskim Związku Szachowym. Zawsze pisałem prawdę. Opieram się tylko na prawdziwych faktach!

Nikt nie będzie mnie narzucał, co mam pisać i jak mam pisać. Czasy komunizmu już dawno minęły i nikt mnie nie zmusi do pisania tekstów w stylu „Propagandy sukcesu” albo „Wszystko jest super”!

Jestem Polakiem i mam prawo głosić w kraju takie poglądy, które są zgodne z konstytucją i własnym sumieniem! Jeśli komuś to się nie podoba, to nie musi czytać moich tekstów.

Powtarzam jeszcze raz, że nie mogę się zgodzić z opinią Mateusza Bartla: „Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego”.

Grzegorz Gajewski nie wynalazł żadnego gambitu i nie jest uznanym teoretykiem w świecie. Odpowiednio to uzasadniłem. Ale faktem jest, że niektóre źródła nazwały ten wariant „Gambitem Gajewskiego”. Na pewno zgodna z prawdą jest ocena komentatora „Obserwator”: „Może pan Gajewski dzieli się swoimi pomysłami z innymi ludźmi, jak np: z Mateuszem Bartlem i Radosławem Wojtaszkiem”.

Moim zdaniem prawdziwa byłaby wersja: Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem w kraju i osobiście przyczynił się do rozwoju ostrego wariantu w partii hiszpańskiej, nazwanego nawet przez niektóre źródła gambitem Gajewskiego, który powstaje po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 d6 8.c3 0-0 9.h3 Sa5 10.Gc2 d5!?

Taka wersja nie budziłaby żadnych wątpliwości i byłaby zgodna z prawdą. To co przedstawił Mateusz Bartel jest nie do zaakceptowania!

Mam takie odczucie, że w ostatnich czasach w polskich szachach wytworzyła się bardzo niezdrowa atmosfera. Osoby mające inne poglądy od oficjalnej linii Polskiego Zawiązku Szachowego, stają się z miejsca wrogami polskich szachów. Za czasów prezesury Janusza Wody i Jana Kusiny pisałem też krytyczne artykuły i nikt mnie za to nie atakował.

Polska to nie Białoruś! Żyjemy w kraju cieszącym się od wielu lat pełną wolnością. Nikt nie neguje znaczenia opozycji, bo bez niej nie może być dynamicznego rozwoju Polski. Podobnie jest w sporcie i prezes Polskiego Związku Szachowego Tomasz Sielicki powinien w końcu to zrozumieć!

cze
15

Mateusz Bartel na swoim blogu napisał: „Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego”.

Mam duże wątpliwości, co do zasług Grzegorza Gajewskiego w rozwoju teorii debiutów. Arcymistrz nie opublikował żadnej książki w tej dziedzinie i nie widziałem żadnego jego artykułu o wariantach debiutowych w prasie fachowej. A to jest przecież istotnym warunkiem oceny: „Uznany teoretyk”.

Co do wynalezienia przez Grzegorza Gajewskiego gambitu po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 d6 8.c3 0-0 9.h3 Sa5 10.Gc2 d5!? to mam też duże obiekcje. Na ten temat opublikowałem mały artykuł teoretyczny „Partia hiszpańska – ciekawy wariant!” w Panoramie Szachowej Nr 7/8 2010 roku i zwróciłem w nim uwagę, że ta idea została prawdopodobnie po raz pierwszy zastosowana w partii Martin-Maltz (Email 1995). Grzegorz Gajewski musiałby udowodnić, że wcześniej wpadł na tę koncepcję. Ale nie ma żadnych złudzeń, że polski arcymistrz ma swój wkład w rozwoju tego gambitu!

Grzegorz Gajewski w Wikipedii

cze
14

Każdy ma prawo do wyrażania swych poglądów, bo to jest przecież dobrodziejstwo demokracji! Ale niedopuszczalne jest manipulowanie faktami w celu zdyskredytowania oponenta. Od „Shreka1953” mogłem spodziewać się konstruktywnej polemiki. Tymczasem skoncentrował się on na przekręceniu sensu mojego tekstu.

////////////////////////////

„Shrek1953” pisze (tekst oryginalny) na blogu Mateusza Bartla (09/06/2011 o 01:08)
Panie Krzysztofie!
Jak powiadają „uderz w stół…” takich trenerów „malkontentów” jest wielu a ten O Którym Wszyscy Wiemy z pewnością im przewodzi. jego problemy emocjonalne i to, ze jest niedoceniany i niszczony to wszystko jego problemy, które nie wiedzieć czemu maja się stać problemami polskich szachów. jakimś dziwnym trafem jak atakował naprawdę bezpodstawnie i osobiście i osobowo dyrektora Akademii to była to „rzeczowa i merytoryczna krytyka” podobnie jak i i taka zapewne jest krytyka polskich trenerów. Wynika z tego ,że juniorskie sukcesy zawdzięczamy tylko wyjątkowej odporności młodych ludzi na nauki . wystarczy zatem rozwiązać Akademię a trenerów- szkodników dać na trawkę zielona boć czas jest ku temu sprzyjający…
Ów trener -malkontent doszedł nawet do tego, że Dworecki to w sumie człowiek jakiejś minionej epoki, który nie wie co jest grane. Bo Małachow i wielu innych go nie czytało a są arcymistrzami i to nawet dobrymi. Dobry argument, chociaż zapytałbym ilu z tych lub innych arcymistrzów czytało książki Tego O Którym Wiemy i jak to ma się do ich klasy szachowej?

//////////////////////////////

Przypominam co napisałem:

Zalecam zapoznanie się z ciekawym wywiadem arcymistrza Małachowa Polemiki

Mnie najbardziej zaciekawiło stwierdzenie arcymistrza, że nigdy nie korzystał z podręczników Marka Dworeckiego, i mimo tego został silnym graczem. Dla mnie to nic nowego. W trakcie turniejów w Dortmundzie rozmawiałem z wieloma arcymistrzami z Rosji na temat szkolenia z książek Dworeckiego, którzy mieli podobne zdanie.

W tej chwili inaczej pracuje się nad szachami i najważniejszym poletkiem treningowym są otwarcia, aby w tej wczesnej fazie partii walczyć o uzyskanie przewagi. Tymczasem w Polsce jest inaczej. W czasie mojego uczestnictwa na trzech Akademiach Młodzieżowych Polskiego Związku Szachowego książki Dworeckiego były polecane przez trenerów jako pierwszoplanowa literatura. Natomiast znaczenie debiutów przesuwano na dalszy plan. Te skutki szkolenia widać wyraźnie w partiach naszej czołówki, gdyż repertuar debiutowy polskich arcymistrzów jest bardzo skromny i to nie wystarcza do rywalizacji z czołówką światową.

Może to jest właśnie przyczyną, że ta nasza „złota” młodzież na pewnym etapie swego rozwoju staje nagle w miejscu?

///////////////////////////////

Nie widzę tutaj miejsca, w którym wyraziłem się negatywnie o książkach Marka Dworeckiego. Wręcz przeciwnie, zawsze miałem o nich pozytywne zdanie i w swej pracy trenerskiej bardzo często z nich korzystałem. W moim tekście podałem tylko pewne fakty i przedstawiłem je jako wskazówki do pracy z młodzieżą. Może tutaj trzeba szukać tych właśnie prawidłowych rozwiązań? „Shrek1953” przeinaczył moją wypowiedź i to jest oczywiste i niedopuszczalne. Może ma jakiś w tym cel? Z tego co wiem, to znalazł stałą pracę w Akademii Młodzieżowej w roli trenera i jako publicysta w piśmie resortowym „MAT”.

Cytuję fragment interesującego emaila pewnego działacza:

Zawiść z pewnością stoi na pierwszym miejscu. Najzabawniejsze jest to, że Ty im nie przeszkadzasz, jesteś daleko. Proponujesz tylko pewne rozwiązania, których nie potrafią wymyślić, czy nie chcą zastosować. Zamiast po prostu zgodzić się czy modyfikować, to obrzucają Ciebie obelgami. To jest bzdura sama w sobie. Bo jeszcze rozumiem, że stając w obronie prezesa – ukochanego – liczą na profity. Ale niewybredne ataki, to totalna głupota!

cze
13

Ostatnio na blogu Mateusza Bartla uaktywnił się osobnik używający ksywki „Shrek 1953”. Wpisał także swój komentarz na moim blogu w kategorii „Mateusz Bartel w nowej roli! (1)”. Poznałem tego anonima, mimo że wstydzi się ujawnić swoje oblicze. Retoryka jego wpisów jest mi dobrze znana od lat.

Zacznę od początku. Znamy się już od dawna. Byliśmy kiedyś dobrymi kolegami. Jako trener kadry zapraszałem go na zgrupowania juniorów. Zawsze ceniłem jego wiedzę ogólną. Mieliśmy jednak różne poglądy na temat pracy nad debiutami. Tę polemikę między nami opisałem nawet na mojej stronie. Ale to nie było przeszkodą w dalszym korzystaniu z jego wiedzy na kolejnych zgrupowaniach. Uważam, że każdy trener ma prawo do wygłaszania swoich teorii!

W czasie mojej pierwszej sesji na Akademii Młodzieżowej w Zakopanem w 1999 roku zadałem pytanie, dlaczego nie ma znanego szkoleniowca? Okazało się, że popadł w niełaskę pewnego kolegi-trenera, który akurat miał władzę. Z tego powodu „Shrek1953” wypadł na kilka lat z obiegu. Nawiązałem z nim kontakt emailowy. Uważałem, że powinien wrócić – z takim doświadczeniem trenerskim – do pracy w Akademii. W pewnym momencie zaproponowałem nawet jego kandydaturę do wyjazdu w roli trenera na ważne mistrzostwa. Moja sugestia została jednak odrzucona, ponieważ „Shrek1953” nie był w tym czasie znany w kręgach młodzieżowych.

Spotkaliśmy się w marcu 2003 roku w Warszawie. Było miło powspominać stare młodzieńcze lata. Mieliśmy dalej kontakt poprzez pocztę elektroniczną. Po moim artykule „Quo Vadis polskie szachy” kolega „Shrek1953” stanął po stronie Ryszarda Bernarda. Nie przekonały go moje argumenty, że powinno się dostosować działalność Akademii do nowych standardów epoki. Akademia nie wychowała do tej pory żadnego klasowego zawodnika. Powinno się więc w jakiś sposób ją unowocześnić. Może da to pożądany skutek! „Shrek1953” nie dał się przekonać. W pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Potem zrozumiałem dlaczego kolega tak zażarcie bronił Ryszarda Bernarda. Okazało się, że dyrektor Akademii zaproponował mu współpracę!

cdn.

cze
12

Wbrew temu, co głosi Mateusz Bartel, nigdy nie pisałem negatywnie o naszych szachach. Natomiast przedstawiałem prawdę o kondycji polskich szachów, oczywiście w oparciu o własne spostrzeżenia. Nie było moim celem szkodzenie naszej dyscyplinie, o co mnie niektórzy posądzają, lecz przedstawiałem pewne koncepcje w celu poprawy metod szkolenia polskiej młodzieży!

Natychmiast po osiedleniu się w Dortmundzie, rozpocząłem załatwianie zaproszeń dla polskich zawodników do startu w tutejszych turniejach. Skorzystała z tego duża grupa, m.in. Hanna Ereńska-Radzewska, Włodzimierz Schmidt, Jacek Gdański i inni. Załatwiałem też kontakty z organizatorami innych imprez szachowych na terenie Niemiec.

Przez kilka lat wysyłałem literaturę szachową znajomym i tym, którzy mnie o to poprosili. Tę listę mam w swoim archiwum. Zapewniam, że jest pokaźna.

Moja działalność publicystyczna w Polsce jest ogólnie znana. Napisałem sporo książek i artykułów fachowych dla polskiej młodzieży. Jest to na pewno spora cegiełka włożona w rozwój szachów wyczynowych w kraju!

O mojej idei połączenia poszczególnych sesji Akademii Młodzieżowej z konsultacjami poprzez pocztę elektroniczną i mojej czteroletniej współpracy tym sposobem z Radosławem Wojtaszkiem, pisałem już bardzo obszernie na mojej stronie w temacie „Akademia Szachowa” i „Komputery w szachach” oraz na moim blogu „Mateusz Bartel w nowej roli”.

Koncepcja ta uzyskała w wielu kręgach poparcie, jako nowoczesna forma dodatkowego szkolenia. Nie uzyskała jednak akceptacji dwóch szkoleniowców Polskiego Związku Szachowego Marka Matlaka i Ryszarda Bernarda. Dlaczego? Jeden z kolegów wyjaśnił mnie ten problem w taki sposób. Gdyby oni sami wpadli na ten pomysł, to ta idea zostałaby na pewno od razu wprowadzona w życie. Ale oni nie mogli dopuścić do tego, aby koncepcja Konikowskiego z Niemiec stała się jedną z form szkolenia polskiej młodzieży. Zresztą później, bo 1 czerwca 2005 roku, ci dwaj szkoleniowcy powołali Wirtualną Młodzieżową Akademię Szachową. Jej funkcjonowanie miało inny cel, ale tym sposobem Marek Matlak i Ryszard Bernard stali się prekursorami tej nowej formy szkolenia w szachach w Polsce!

Dlaczego ci dwaj szkoleniowcy uzyskali wsparcie zarządu PZSzach pod władzą Przemysława Gdańskiego i Jana Maciei w walce przeciwko mojej koncepcji i mojej kilkuletniej pracy na rzecz polskich szachów? Jest na to wyjaśnienie. Przytaczam artykuł Rafała Przedmojskiego, który został opublikowany w Panoramie Szachowej Nr 11 (143) listopad 2004.

Ten tekst wyjaśnia w pełni problem naszej dyscypliny w tamtym okresie. Panowie Przemysław Gdański i Jan Macieja postawili inne priorytety w polskich szachach. Tak więc moja koncepcja ogólnej poprawy metod szkolenia polskiej młodzieży nie wchodziła w ogóle w zakres ich pola działania.

Do walki ze mną delegowano syna Jana Maciei arcymistrza Bartłomieja – ówczesnego rzecznika PZSzach. Bitwa rozegrała się na forum Polskiego Związku Szachowego w 2003 roku. Szczegóły znajdziecie Państwo na mojej witrynie w temacie „Komputery w szachach”.

Obecnie tę rolę przejął rzecznik prezesa Tomasza Sielickiego arcymistrz Mateusz Bartel!

Akademia Szachowa
Komputery w szachach

cze
09

Zbudowanie drużyny olimpijskiej – to jeden z głównych, długofalowych celów powołania przez Polski Związek Szachowy profesjonalnego zespołu „Wojtaszek Comarch Cracovia Team” – poinformował prezes związku Tomasz Sielicki.
Urodzony w Elblągu, a zamieszkały w Kwidzynie arcymistrz Wojtaszek (MTS Kwidzyn) jest wielokrotnym medalistą mistrzostw kraju. W październiku 2008 r. został pierwszym polskim szachistą, który znalazł się wśród współpracowników mistrza świata. Do zespołu doradców zaprosił go wówczas Viswanathan Anand (Indie), który również w następnym meczu o mistrzostwo świata, w 2010 r. w Sofii, włączył Polaka do swojego teamu.
– Grzechem byłoby, aby nie wykorzystać talentu Wojtaszka. Związek opracował wieloletni plan szkoleniowy dla najbardziej uzdolnionych szachistów młodego pokolenia. Celem długofalowym jest zbudowanie drużyny, której głównym zadaniem będzie nawiązanie do tradycji polskich szachów przedwojennych i walka o medal na olimpiadzie w roku 2018 – powiedział Sielicki podczas prezentacji programu w środę w Warszawie.
W wyniku selekcji do teamu Wojtaszka zakwalifikowano: Dariusza Świercza (ur. 31 maja 1994 r. w Tarnowskich Górach), Jana-Krzysztofa Dudę (ur. 26 kwietnia 1998 r. w Krakowie) i Aleksandrę Lach (ur. 2 stycznia 1995 r. w Olkuszu).
Zespół trenerski tworzą czołowi w kraju zawodnicy: Grzegorz Gajewski, Bartosz Soćko, Kamil Mitoń i Artur Jakubiec.
Obecnie członkowie teamu przygotowują się do najważniejszych dla nich w tym roku imprez – Świercz do mistrzostw świata do lat 20 w Indiach, zaś Lach i Duda do mistrzostw świata juniorów w Brazylii.
Źródło: WD / PAP (8 czerwca 2011 16:38)

Informacja Polskiego Związku Szachowego

///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Jest rzeczą znaną, że czynny szachista powinien sam trenować około 10 godzin dziennie i często startować w turniejach, aby utrzymać wysoką formę sportową. Ciekawe, jak sobie poradzą z tym problemem członkowie tego zespolu trenerskiego, sami aktywni gracze. Ktoś na tym na pewno ucierpi, albo sami trenerzy-zawodnicy albo podopieczni.

Radosław Wojtaszek musi jeszcze sam wiele się szkolić, aby poprawić swój styl gry. Przede wszystkim trzeba wzmocnić własny repertuar debiutowy aktywnymi wariantami. Inaczej grozi mu dalszy spadek w rankingu światowym, co można już zauważyć. Radkowi życzę, aby jego podopieczni nigdy nie zapomnieli o nim i zawsze mile go wspominali. Praca trenerska nie zawsze jest wdzięczna!

Bartosz Soćko jako zawodnik osiągnął już szczyt swoich twórczych możliwości. Jest więc doskonałym materiałem na trenera. Gra aktywne szachy i to jest bardzo ważne. Mam tylko jedną radę, aby swoich podopiecznych nie zmuszał do stosowania swojej ulubionej obrony francuskiej. Są jeszcze inne ciekawe otwarcia!

Grzegorz Gajewski w 2003 roku aktywnie uczestniczył na forum Polskiego Związku Szachowego w atakach na mnie w czasie pamiętnej dyskusji o unowocześnieniu Akademii Młodzieżowej. Od tego czasu minęło wiele lat i mam nadzieję, że arcymistrz zrewidował już swój stosunek do wykorzystywania komputera i Internetu w treningach z młodzieżą. Pan Grzegorz powinien też pamiętać o szkoleniu swojej żony Joanny – czołowej zawodniczki kraju. Mamy nadzieję, że praca w biurze Polskiego Związku Szachowego nie będzie przeszkodą w dalszym jej szachowym rozwoju!

Kamila Mitonia poznałem osobiście w Nowym Jorku w 1999 roku. W 2002 roku byliśmy razem na mistrzostwach świata w Goya. Potem wymieniliśmy ze sobą kilka listów elektronicznych na temat szkolenia. Gra dobrze pozycyjne szachy. Jest to wynik wieloletnich kontaktów ze znakomitym arcymistrzem gry strategicznej Aleksandrem Wojtkiewiczem (1963-2006).

Artur Jakubiec jest barwną postacią polskich szachów. W tym zespole ma największe doświadczenie w pracy trenerskiej. W trakcie wspomnianej już polemiki o unowocześnieniu Akademii w 2003 roku też mnie zacięcie atakował.

Życzymy zespołowi trenerskiemu owocnej pracy i jego podopiecznym wielu sukcesów na arenie międzynarodowej!

cze
07

Ekipa „Marseille Echecs” wygrała drużynowe mistrzostwa Francji. Każda drużyna składała się z siedmiu mężczyzn i jednej kobiety. Zwycięski zespół grał w składzie: Naiditsch, Bacrot, Istratescu, Delchev, Gozzoli, Collas, Delorme (f), Chauvet i Lambert.

Wyniki Polaków:
Kamil Mitoń 9 z 11
Michał Krasenkow 6 z 11
Aleksander Miśta 2 z 5
Radosław Wojtaszek 2.5 z 6

Strona Francuskiej Federacji Szachowej
Strona Europe Echecs
ChessBase News wersja niemiecka

cze
05

W rozwoju każdej dyscypliny sportowej uczestniczą:

1. Działacze – swym postępowaniem tak kierują swoją dyscypliną, aby rozwijała się z rozmachem i były sukcesy na arenie międzynarodowej. Ich zadaniem jest organizowanie imprez i pozyskiwanie sponsorów, także wspieranie sportowców i promowanie danej konkurencji. Działacz to osoba, która poświęca swój wolny czas na działalność. Jego nagrodą jest satysfakcja, że działa w dobrze zorganizowanym stowarzyszeniu, gdzie się go szanuje i wyróżnia.

2. Trener – ma jasne zadania: doprowadzić zawodników do wysokiej klasy sportowej. Powinien się też sam systematycznie szkolić i zdobywać nowe doświadczenia w swej pracy. Powinien wprowadzać ciągle jakieś ulepszenia w działalności trenerskiej, aby jego podopieczni podnosili swe kwalifikacje sportowe i osiągali sukcesy. Powinien być kreatywny w swym działaniu! Trener, który ma zawężone metody szkoleniowe do kilku stereotypowych czynności, nie może być przedstawiany młodzieży jako ideał szkoleniowca. Tak samo odnosi się to do trenera, który sam się nie szkoli, nie unowocześnia własnego warsztatu pracy i nie publikuje owoców swych doświadczeń w prasie fachowej.

Teoria rozpowszechniona przez pewne osoby w Polsce, że najlepszym trenerem to aktywny arcymistrz jest po prostu pozbawiona wszelkiej logiki! Wiadomo, że czynny zawodnik nie ma czasu na podwyższanie swej ogólnej wiedzy szachowej. Na przeszkodzie stoi aktywna gra turniejowa i tym samym ograniczenie swej wiedzy do poznawania kilku wariantów, które sam gra. Dlatego trener-zawodnik przekazuje swym podopiecznym tylko te systemy, które znalazły się w jego własnym repertuarze debiutowym. Nie interesuje go fakt, czy to odpowiada stylowi gry jego podopiecznych. On nie ma czasu na poznawanie nowych otwarć i nowych pozycji. Łączenie roli czynnego zawodnika z pracą trenerską jest w obecnych czasach wręcz niemożliwe. Takiego „trenera” interesuje przede wszystkim kasa!

Przypominam o paradoksach sprzed wielu lat, kiedy to połowa Polski grała obronę francuską. W ten sposób ograniczono m.in. rozwój twórczy Iwety Radziewicz. Wielu zagranicznych obserwatorów talentu tej zawodniczki słusznie oceniało, że powinna grać czarnymi obronę sycylijską, bo to pasuje do jej dynamicznego stylu gry. Ale tego problemu nie zauważyli krajowi szkoleniowcy, często aktywni zawodnicy. W ten sposób zmarnowano niezwykły talent tej szachistki! O przypadku Marcina Kamińskiego pisałem już wcześniej.

Trener z prawdziwego zdarzenia, który nie myśli o karierze zawodnika, ma tymczasem wszechstronną wiedzę. Zmusza go to tego sytuacja. Pracując z wieloma zawodnikami o różnych charakterach i stylu gry jest zmuszony do ciągłej nauki, permanentnego poznawania aktualnej teorii otwarć i wprowadzania nowych metod szkoleniowych. Oczywiście tak czynią ambitni trenerzy. Wykluczam tych, co pracę szkoleniową traktują przede wszystkim w celach zarobkowych.

Na bazie wieloletnich obserwacji twierdzę, że polscy szachiści nie rozróżniają pojęć: aktualna siła gry i wiedza szachowa. To powoduje fałszywe interpretacje co do roli trenera i zawodnika w naszej dyscyplinie.

3. Zawodnik – powinien intensywnie trenować, wzbogacać swoją wiedzę szachową i tym samym podwyższać swoje klasyfikacje sportowe. Powinien uczestniczyć systematycznie w ważnych imprezach i dążyć do uzyskiwania godnych uwagi wyników.

Tego nie robi na pewno mistrz Polski Mateusz Bartel. Zamiast trenować i uczestniczyć w silnych turniejach międzynarodowych młody arcymistrz zajmuje się „pisarstwem” i gadulstwem w sieci. Styl jego tekstów to typowy przykład młodzieńczej arogancji i braku szacunku dla kogoś, który dużo więcej wniósł dla rozwoju szachów.

Przypominam, że napisałem wiele książek i artykułów dotyczących teorii otwarć i innych dziedzin królewskiej gry. Publikowałem swoje analizy w wielu periodykach, jak „Sahovski Informator”, „New in Chess”, „ChessBase Magazin” itd. Wiele moich komentowanych partii i teoretycznych artykułów można znaleźć w znanych bazach firmy Chess Base: „MEGA”, „Encyklopedia debiutów”, opracowań z teorii otwarć i innych zbiorach partii.

Mieszkam w Dortmundzie od 1981 roku, gdzie corocznie odbywają się superturnieje. Od wielu lat mam więc możliwość rozmów z czołowymi zawodnikami świata na temat m.in. szkolenia w szachach. Te kontakty są dla mnie o wiele cenniejsze, niż gra w turniejach. Zbierałem doświadczenia w wieloletniej pracy szkoleniowej o czym następnie pisałem w artykułach w „Magazynie Szachista”, „Panoramie Szachowej” i „Szachy/Chess”.

Tak jak kiedyś trener piłki nożnej Kazimierz Górski potrafił na zasadzie obserwacji zawodnika ocenić jego klasę sportową i przydatność do gry w reprezentacji kraju, tak i ja jestem w stanie na podstawie rozegranych partii ocenić wiedzę i siłę gry zawodnika. Potrafię wskazać jego słabe i silne strony. Potrafię udzielić mu praktycznych wskazówek. Wynika to z mojej wiedzy szachowej, wieloletniego doświadczenia i dobrych intencji!

Przed laty przyrównałem mistrza Polski arcymistrza Tomasza Markowskiego do boksera walczącego jedną ręką. Odnosiło się to do jego bardzo skromnego i schematycznego repertuaru debiutowego. Zapowiedziałem, że jak nie wniesie nowych elementów do swojej gry, to skutek tego będzie marny. Markowski nie posłuchał moich dobrych rad i teraz widzimy tego następstwa: nie liczy się w Europie i kraju.

W 2003 roku przestrzegłem arcymistrza Bartłomieja Macieję przed dużym zaangażowaniem się w sieci, co nie pomoże mu to w podwyższeniu swych kwalifikacji szachowych. W komentarzach do jego partii, które publikowałem w „Magazynie Szachista”, zwróciłem uwagę na niedostateczną znajomość debiutów, co przy tej klasie zawodnika jest dużą słabością. Arcymistrz zignorował moje uwagi i teraz widzimy tego implikacje. Nie liczy się w Europie.

Już dawno zwracałem uwagę Radosławowi Wojtaszkowi na schematyczny repertuar debiutowy. Polecałem systematyczne wzbogacanie gry o nowości i wprowadzenie więcej dynamiki. Nie posłuchał. Ostatni turniej w Lublinie i liga francuska potwierdziły moje obawy. Podejrzewam, że te słabe wyniki to nie skutek przejściowego spadku formy, lecz rozszyfrowania przez przeciwników jego pasywnego stylu gry. Obym się mylił!

Na dobrej drodze do osiągnięcia świetnych rezultatów jest Dariusz Świercz. Ale jest jeden warunek, aby się prawidłowo rozwijał: należy grać i pogłębiać te pozycje, które dobrze rozumie. Grać aktywne szachy, bo mu to leży. Wykluczyć na razie warianty statyczne, bo w nich się źle czuje!

A teraz kilka słów do aktualnego mistrza Polski. Jeśli się myśli o karierze sportowej, to natychmiast powinno się rzucić redagowanie „MATA” i niepotrzebnych dyskusji na blogu. Mateusz Bartel ma trudności w rozgrywaniu fazy debiutowej. W grze przeciwko silnym zawodnikom ta słabość się mocno uwidacznia. Po zdobyciu mistrza kraju nie zagrał w żadnym silnym turnieju. To jest duży błąd!

Zarówno o mojej działalności zawodniczej, jak i trenerskiej pisałem kilkakrotnie na mojej stronie. Publikowałem też nazwiska moich podopiecznych.

Ciągle się mówi i pisze o zdolnej polskiej młodzieży, która po osiągnięciu 20 lat życia znika w tłumie. Co zrobiono w kierunku, aby to zmienić? Kiedy zaproponowałem zmiany w procesie szkolenia młodzieży to posądzono mnie o złe zamiary. Trenerzy, którzy zablokowali reformy w celu unowocześnienia metod szkolenia cieszą się dalej uznaniem. Polska jest krajem nowoczesnym i aktywnie rozwijającym się, ale Polski Związek Szachowy stoi w miejscu i preferuje dalej przestarzałe metody szkoleniowe, które nie przynoszą widocznych efektów.

Prezes Tomasz Sielicki zamierza zmienić wizerunek polskich szachów, ale czy to jest możliwe tylko z jednym liczącym się w świecie szachowym Radosławem Wojtaszkiem?