Jerzy Konikowski - wpisy autora

paź
03

W latach 1987-1991 wydawnictwo „Reinhold Dreier Verlag” z Ludwigshafen wydawało zbiór partii poświęcony rozgrywkom niemieckiej 1 i 2 ligi (Bundesligi) w formie książkowej pt. „Schachspiegel”. Przez prawie trzy lata omawiałem w tym periodyku poszczególne rundy ze zwróceniem szczególnej uwagi na najciekawsze partie.

Na początku 1992 roku wydawca Joachim Beyer zaprosił mnie do swej siedziby w Hollfeld w celu omówienia różnych spraw związanych z naszą współpracą. Na miejscu poinformowano mnie o zakupie praw do dalszego wydawania „Schachspiegel”, który miał się teraz ukazywać dwa razy w roku. Joachim Beyer zaproponował mi objęcia roli kierowniczej od strony fachowej. Stroną techniczną miał się zająć Erich Siebenhaar.

Nowemu wydawcy przedstawiłem moją koncepcję. „Schachspiegel” miał zawierać, oprócz niekomentowanych partii z rozgrywek ligowych, również komentowane słownie i systemem znakowym, artykuły teoretyczne z zakresu debiutów, gry środkowej, gry końcowej, kompozycji szachowej, testy, kombinacje, wywiady, artykuły z historii szachów, fotografie itd. Każda książka miała być bogata w różnorodny materiał.

Joachim Beyer dał mi zielone światło do działania i w połowie roku ukazał się pierwszy tom. Do współpracy udało mi się wciągnąc także dwóch znanych arcymistrzów Gutmana i Mednisa z USA.

Jerzy Konikowski i Erich Siebenhaar
Schachspiegel 1
Verlag Deutsche Schachblätter/Schach-Report GmbH
Hollfeld 1992
260 stron
ISBN 3-89168-101-1

paź
03

Informacja

poniedziałek, 3 października 2011
Do tego tekstu nawet tytułu nie chce mi się wymyślać!!
Zapraszam do lektury

paź
02

Mój wpis z 30 września wywołał duże zainteresowanie wśród Internautów.  Dziękuję za wszystkie konstruktywne komentarze, które znalazły się na blogu.  Otrzymałem też sporo prywatnych emailów. Autorzy chcą pozostać jednak anonimowo, mając obawy przed jakimiś atakami ze strony fanatycznych zwolenników obecnej polityki sportowej Polskiego Związku Szachowego. Rozumiem ich decyzję, gdyż sam byłem wielokrotnie dotknięty takimi akcjami.

Zostałem wtajemniczony, że w polskich szachach o powoływaniu kadr decyduje ranking.
Autorem tego regulaminu jest podobno sam Bartłomiej Macieja
. Regulamin został następnie oficjalnie zatwierdzony przez trio: prezes Tomasz Sielicki, wiceprezes ds. młodzieżowych Piotr Zieliński i wiceprezes ds. sportowych Włodzimierz Schmidt.

Wyjaśnił się więc problem, który często poruszałem w moich tekstach. Czołówka krajowa unika gry w silnych turniejach, obawiając się strat rankingowych. Regulamin w tej formie jest najgłupszą wersją, jaką wymyślili działacze Polskiego Związku Szachowego w ostatnim czasie. Prowadzi to do jeszcze większej stagnacji w naszej dyscyplinie. Promuje się bowiem zawodników bez większych aspiracji sportowych, którzy unikają startów w silnych imprezach. Tym samym hamuje się rozwój młodych i utalentowanych zawodników. Przykład: Dariusz Świercz!

Także deprecjonuje się tym samym rangę mistrzostw Polski, jeśli druga lokata (przykład Pawła Jaracza) nie upoważnia do powołania do reprezentacji kraju. Natomiast jest tam miejsce dla najsłabszego zawodnika Bartłomieja Maciei, który już od lat nie czyni żadnych postępów sportowych i wiadomo, że polskie szachy już nigdy nie będą miały żadnego pożytku z tego zawodnika, jeśli się myśli o poważnych sukcesach międzynarodowych.

Dziwię się prezesowi Tomaszowi Sielickiemu, któremu podobno marzą się wielkie polskie szachy, i który jednocześnie podpisuje się pod regulaminem hamującym dynamiczny rozwój szachów wyczynowych!

paź
02

W Rogaska Slatina (Slowenia) zakończyły się drużynowe rozgrywki Pucharu Europy z udziałem polskich zawodników. Czołowe miejsca zajęły zespoły:
1. Saint-Petersburg Chess Federation 13
2. SOCAR 12
3. G-Team Novy Bor 11

Największą sensacją turnieju było oczywiście trzecie miejsce ekipy G-Team Novy Bor, w którym grali Wojtaszek i Bartel. Krzysztof Długosz na swojej Szacharni pisze: „Dzięki bardzo dziwnemu regulaminowi (tylko siedem rund – wiele o tym pisano na światowych portalach) czeska drużyna z Novego Boru wygrywając ostatni mecz z węgierskim zespołem „średniej klasy” 5,5:0,5 zdobyła trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Klubowego Pucharu Europy. Jeszcze dziwniejsze jest to, że nie grała z żadną drużyną z pierwszej dziesiątki!! Doskonale to obrazuje wynik Bucholtza”.

Zobaczmy wyniki Polaków:

Radosław Wojtaszek z rankingiem 2704 grał z zawodnikami o średnim rankingu 2542 i zdobył 5 pkt z 7 partii (71.4%). Mateusz Bartel z rankingiem 2627 grał z zawodnikami o średnim rankingu 2422 i zdobył 6.5 z 7 (92.9%). Rezultat świetny, tylko zdobyty na słabym dystansie. Dlaczego Mateusz Bartel unika gry w silnych turniejach? Boi się porażek i strat rankingowych?

Rafał Antoniewski z rankingiem 2585 grał na I szachownicy w drużynie Libertas Nereto i z zawodnikami o średnim rankingu 2505 zdobył 2.5 z 7 (35.7%).

Monika Soćko z rankingiem 2490 reprezentowała barwy Cercle d’Echecs de Monte-Carlo. Zdobyła na 4 szachownicy 3.5 z 6 partii (58.3%). Średni ranking jej przeciwniczek 2303.

Zastanawiające jest to, dlaczego żadna drużyna z Polski nie grała w tym turnieju? Są finanse na trzy zjazdy Extraligi, natomiast nie można wysłać ekipy na klubowy puchar Europy? Dlaczego Polski Związek Szachowy nic nie czyni, aby zmienić ten stan!

Strona turnieju
ChessBase News 1
ChessBase News 2
ChessBase News 3
ChessBase News 4
ChessBase News 5
ChessBase News 6
ChessBase News 7
ChessBase News 8
ChessBase News 9

paź
02

Wczoraj odbył się w godzinnach wieczornych w Neubrandenburgu pojedynek bokserski pomiędzy Polakiem Grzegorzem Proksą i Niemcem Sebastianem Sylvestrem o wakujący pas mistrza Europy (EBU) wagi średniej. Polak wygrał i jest to jego największy sukces w karierze bokserskiej.

Dla nas ciekawostką jest to, że w zespole towarzyszącym Grzegorzowi Proksie znalazł się szachista Marcin Zimerman, znany z licznych fachowych komentarzy na moim blogu.

Onet-sport

Grzegorze Proksa w otoczeniu swej ekipy (drugi z prawej to Marcin Zimerman)

Marcin Zimerman z Juanem Carlosem Gomezem – jednym z najlepszych bokserów kategorii junior-ciężkiej

Od lewej strony: Marcin Zimerman, Agnieszka Rylik i Albert Sosnowski

paź
01

Na początku lat 80-tych minionego stulecia Garii Kasparow wyciągnął z archiwum rzadko spotykaną na salach turniejowych obronę Tarrascha w gambicie hetmańskim po ruchach 1.d4 d5 2,c4 e6 3.Sc3 c5 i zaczął stosować ją z powodzeniem w swej praktyce turniejowej, np. w meczach kandydatów przeciwko Bielawskiemu (1983), Korcznojowi (1983) i Smysłowowi (1984). Także w pojedynku o mistrzostwo świata w 1985 roku Kasparow nie zrezygnował ze swej ulubionej broni.

Za sprawą Kasparowa obrona Tarrascha stała się nagle bardzo popularna w kręgach szachistów wszystkich klas. Na życzenie moich podopiecznych w punkcie szkoleniowym w Essen przygotowałem cykl wykładów na ten temat. W ten sposób powstał obszerny materiał informacyjno-analityczny.

Zainteresował się tym wydawca Joachim Beyer, który zaproponował mi napisanie o tym książki. Zgodziłem się, gdyż sam w swej praktyce grałem tę obronę obydwoma kolorami. Do współpracy zaprosiłem jednego trenera, który był specjalistą tego otwarcia w Niemczech. Po kilku tygodniach dostarczyłem mu do dalszej obróbki mój materiał. Niestety mój partner w ciągu prawie roku nic nie zrobił i na dodatek nie chciał zwrócić mojego materiału. W tamtych czasach pracowałem tradycyjnie: kartka papieru i ręczne pisanie. Nie miałem więc żadnych kopii. Musiałem więc zaczynać wszystko od początku. Ale ostatecznie uporałem się z tym problemem i w 1992 roku ukazała się książka.

Zawiera 12 rozdziałów i 72 komentowane partie. Oprócz głównych i pobocznych wariantów obrony omówiłem też gambit Schara-Henniga, gambit Marshalla i gambit Tarrascha. Była przeznaczona dla zawodników do poziomu kandydata na mistrza.

Jerzy Konikowski
Die Tarrasch-Verteidigung im Damengambit
Joachim Beyer Verlag 1992
180 stron
ISBN-3-88805-116-0

wrz
30

Dzisiaj na stronie Polskiego Związku Szachowego ogłoszono komunikat:

Zarząd Polskiego Związku Szachowego uchwalił na podstawie obowiązującego regulaminu powoływania kadry narodowej ostateczny skład reprezentacji polskiej na Drużynowe Mistrzostwa Europy. Zawody zostaną rozegrane w dniach 2-12.11.2011 r. w Porto Carras (Grecja).

Skład drużyny kobiecej:
1. GM Monika Soćko
2. WGM Joanna Majdan-Gajewska
3. WGM Karina Szczepkowska-Horowska
4. WGM Jolanta Zawadzka
5. WIM Katarzyna Toma

Skład drużyny męskiej:
1. GM Radosław Wojtaszek
2. GM Bartosz Soćko
3. GM Kamil Mitoń
4. GM Mateusz Bartel
5. GM Bartłomiej Macieja

Trenerzy:
Marek Matlak, Aleksander Miśta – drużyna kobieca
Michał Krasenkow – drużyna męska

Kolejność szachownic zostanie ustalona w późniejszym terminie.

———————————————————————————————————————–
W drużynie męskiej zabrakło miejsca dla mistrza świata juniorów do lat 20 Dariusza Świercza. Najpierw porównuje się go w polskich mediach do Kasparowa i Carlsena. Robi się mu wielką reklamę, aby następnie – tej największej nadziei polskich szachów – nie dać szansy startu w tej ważnej imprezie. Gdzie i kiedy więc młody arcymistrz ma zdobywać doświadczenia w grze z silnymi przeciwnikami?

Natomiast został powołany do reprezentacji Bartłomiej Macieja – zawodnik już od kilku lat nie robiący żadnych postępów sportowych.

Zwracam uwagę na opinię Andrzeja Filipowicza o obecnej klasie gry byłego mistrza Europy (Magazyn Szachista 9-2011): Niestety, z każdym rokiem Macieja gra coraz gorzej, choć nadal szczęśliwie. Zwykle „muza szachów Caissa” obdarza „fartem” zawodników do 25-27 lat, bo ci po trzydziestce powinni mieć już wystarczającą wiedzę, umiejętność dostosowania się do tempa turniejowego i rozgrywania partii na poziomie swojego rankingu. Obecny poziom gry Maciei wystarcza do sukcesów w partiach z zawodnikami 2200-2400, a tacy i słabsi dominowali w openie wrocławskim. W nieco silniejszych eliminacjach mem. Anderssena nie był już w stanie przebić się do finału.

Przypominam moją ocenę z ostatniej olimpiady w 2010 roku

Prezes Tomasz Sielicki często podkreślał, że będzie w czasie swej kadencji zdążał w kierunku poprawy poziomu gry polskiej czołówki, aby osiągnąć sukcesy lat przedwojennych. Mam wrażenie, że to są jednak tylko puste obiecanki. Z taką polityką sportową na pewno jest to nierealne!

wrz
30

piątek, 30 września 2011
Traktor jest znakomity, bo ma trzy koła dobre!!

Zapraszam do lektury

wrz
30

Wielokrotnie podkreślałem, że zawodowy szachista powinien skoncentrować się na treningach i aktywnym uczestnictwu w godnych siebie imprezach. Tak jest na całym świecie. Zawodowcy bowiem muszą sami zadbać o swoją egzystencję. Nikt nikomu nie da pieniędzy za darmo. Starty w turniejach są więc nieodzowne. Zawodowcy żyją głównie ze zdobytych nagród. Życie szachisty nie jest więc łatwe. Niektórzy nie wytrzymują tego stresu i po jakimś czasie wycofują się z czynnego uprawiania szachów, albo traktuję grę jako hobby.

Aby osiągać sukcesy trzeba intensywnie i systematycznie się szkolić i grać. W żadnym wypadku nie można marnować cennego czasu na jakieś bezprzedmiotowe zajęcia, np. dyskusje na różnych forach, które prowadzą do niczego. Ten błąd popełnił przed laty mistrz Europy z 2002 roku Bartłomiej Macieja. Skutki tego okazały się fatalne. Arcymistrz stracił swój autorytet jako zawodnik i obecnie nie liczy się już w europejskich szachach.

Wszystko wskazuje na to, że podobną drogą zmierza Mateusz Bartel. Redagowanie „MATA” i prowadzenie bloga kosztuje wiele energii i dlatego w tym roku mistrz Polski zagrał tylko w jednym turnieju międzynarodowym. Ale najbardziej niepokojący jest styl walki młodego arcymistrza z ludźmi, którzy mają inne spojrzenie na problemy polskich szachów, niż on i jego pryncypał prezes Tomasz Sielicki. Wystarczy zaznajomić się z „twórczością” Mateusza Bartla na jego blogu.

24 września arcymistrz m.in. napisał: „I zapraszam do tworzenia swoich blogów na ChessBrains.pl – np. użytkownika Shrek1953. Jego wpisy są zawsze interesujące i merytoryczne – a przede wszystkim na poziomie…”

Moje gratulacje! Mateusz Bartel znalazł godnego siebie kumpla. „Shrekowi1953” poświęciłem na moim blogu i w tym temacie dwa wpisy. Proszę zaznajomić się z „Shrek 1953” polemizuje z 13 i 14 czerwca 2011. „Shrek1953” przez jakiś czas był bardzo aktywny na moim blogu jako komentator. Dopuszczałem jego jadowite i pełne nienawiści do pewnych osób wpisy. Ale miarka się w końcu przebrała. Nie mogłem dalej tolerować jego prostackiej „prozy”. Dostał bana! „Shrek1953” znalazł więc stały przytułek u swego idola.

W tym wpisie postanowiłem zdradzić wreszcie prawdziwe oblicze „Shreka1953”, gdyż byłem o to wielokrotnie pytany. Zresztą już to wcześniej uczyniono na innym zaprzyjaźnionym blogu.

Szanowni Państwo! Pod tym pseudonimem ukrywa się trener I klasy Waldemar Świć z Łodzi. Moi koledzy, którzy go osobiście znają, byli tą informacją całkowicie zaskoczeni. „Waldek to przecież fajny chłop. Co mu się stało, że produkuje takie bzdury. Może ktoś nim steruje, albo po prostu ma jakieś problemy…?”

Mnie też dziwi, że Waldemar Świć wdał się w pisaninę w takiej formie. Przypuszczam, że wchodzi tutaj w grę zwykła zazdrość. Na pewno nie może tego strawić, że w porównaniu z moimi osiągnięciami zawodowymi i szachowymi jest tylko malutkim Pikusiem!

Shrek1953 – zdjęcie znalezione w Internecie

wrz
30

Od redakcji 1
O tym się mówi 2
MŚ do 20 lat, Chennai 2011 3
Partie komentowane z MŚ do 20 lat 6
Ciekawostka – uratowany remis Smysłowa 9
Memoriał M. Botwinnika, Moskwa 2011 10
DMP jun. Ekstraliga, Ustroń 2011 12
DMP jun. I liga, Ustroń 2011 13
DMP jun. II liga, Darłówek 2011 14
„Szachowe Lato“, Poznań 2011 16
Festiwal im. J. Dominika, Dobczyce 2011 17
W sędziowskim kotle (59) 18
Szachowe epizody A.F. (22) 20
Nauka gry (94) 26
Poradnik sędziego (90) 30
Prenumerata 31
Rozwiązania kombinacji 31
Kombinacje 32

Od redakcji

Zwycięstwo Dariusza Świercza w mistrzostwach świata do 20 lat, rozgrywanych w Indiach, to jedno z naszych największych indywidualnych osiągnięć po wojnie, a w gruncie rzeczy największe. Tytuł mistrza świata do lat 20, w hierarchii szachowej, ustępuje tylko mistrzowi i mistrzyni świata, natomiast ma znacznie większą wagę od mistrzostw kontynentów, w których poza silnymi zawodnikami występuje też wielu przypadkowych szachistów.

Czy sukces Świercza miał również wymierną wartość szachową okaże się za kilka lat, bo w gronie pokonanych rywali było kilku utalentowanych graczy, którzy wkrótce mogą poczynić istotne postępy. Naszemu championowi towarzyszyła bardzo utalentowana para Kacper Piorun i Klaudia Kulon. Niestety sprawili poważny zawód, występując znacznie poniżej swoich możliwości.

Wielki wydarzeniem w skali światowej był Memoriał Michaiła Botwinnika, poświęcony 100-leciu urodzin wielokrotnego mistrza świata. Na starcie stanęła czwórka wybitnych szachistów, notowanych na pierwszych czterech miejscach na liście rankingowej FIDE: Carlsen, Anand, Aronian i Kramnik. W rozgrywanym turnieju szachów szybkich zdecydowanie triumfował mistrz świata Viswanathan Anand, a niespodzianką było ostatnie miejsce Magnusa Carlsena, który w drugim kole przegrał wszystkie trzy partie. Panom towarzyszyła czwórka znakomitych szachistek: Koneru, Cmilite, T. Kosincewa i Danielian, które też rozegrały dwukołowy turniej szachów szybkich. Trochę nieoczekiwanie, ale w pełni zasłużenie, triumfowała Litwinka Viktorija Cmilite. Ciekawym punktem programu były rozegrane parami blitze , tempem P-5’+5″, które cieszyły się niezwykłym zainteresowanie publiczności. Wygrała dość pewnie para Hindusów – mistrz świata Anand i uczestniczka tegorocznego listopadowego meczu o MŚ kobiet Koneru. Wspaniałym uzupełnienien rozgrywek był seans gry jednoczesnej na osiemdziesięciu szachownich w wykonaniu ósemki zaproszonych gości. Każdy z nich grał na 10 deskach z najlepszymi młodymi zawodnikami, którzy przybyli z różnych krańców Rosji, na zaproszenie Rosyjskiej Federacji Szachowej. Drugim medialnym wydarzeniem było przerywanie parti szachów szybkich po 15-20 minutach, na kilka minut, w czasie których uczestnicy oceniali debiut i perspektywy aktualnej pozycji. Rywal miał wtedy na założone słuchawki i słyszał w nich tylko muzykę.

Na przełomie czerwca i lipca rozegrano ligi juniorów. W Ekstralidze juniorów zasłużenie triumfował faworyt „Polonia“ Wrocław, której liderem był Dariusz Świercz. Natomiast trudno zrozumieć dlaczego do II ligi juniorów dopuszczono aż 50 zespołów, w większości złożonych z graczy bardzo słabo znających elementarz szachowy? Poziom olbrzymiej liczby „partii“ był tak niski, że znacznie lepszą nazwą zawodów byłby tu „festiwal podstawek“.

Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny