środa, 28 września 2011
W nagrodę za znakomitą działalność wyrzucono nas do świetlicy i jeszcze to jest sukces!!
Po ostatnim wpisie Mateusza Bartla na jego blogu otrzymałem sporo emaili od różnych osób z zapytaniem, dlaczego moje teksty – mimo takiej agresywności mistrza Polski i jego anonimowych popleczników – utrzymane są w tak łagodnym tonie. Wyjaśniam, że moim celem nie jest walka z chamstwem. Nie mam zamiaru dać się wciągnąć w bitwę w stylu niektórych osób, jaki jest prezentowany na blogu arcymistrza.
Kiedyś postawiłem sobie jasne zadanie wyjaśnienia problemu zdolnej polskiej młodzieży, która zdobywa medale na mistrzostwach świata i Europy i potem nagle znika z pola widzenia. Konsekwentnie dalej zdążam w tym kierunku. Nie odstraszą mnie więc kalumnie pod moim adresem, które są publikowane na blogu Mateusza Bartla, który jest oficjalnie reklamowany na witrynie Polskiego Związku Szachowego.
Komentowanie wpisów oraz zamieszczanie własnych tekstów na moim blogu jest dostępne dla wszystkich osób, pod jednym warunkiem, że teksty utrzymane są na odpowiednim poziomie intelektualnym. Tutaj przykładem są merytoryczne i o dużej kulturze wpisy Krzysztofa Kledzika, atakowane przez samego Mateusza Bartla i jego najwierniejszego fana Shreka 1953.
Zaznaczam, że nie jestem jedyny, który ma krytyczne spojrzenie na działalność Polskiego Związku Szachowego np. blog Zbigniewa Nagrockiego.
Jan Przewoźnik – mistrz Polski z 1979 roku – potrafił zaskakiwać swych rywali rzadkimi debiutami, co przyniosło mu wiele cennych punktów. Jako pierwszy w Polsce zaczął stosować ostry gambit Blumenfelda po posunięciach 1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 c5 4.d5 b5!? W tym otwarciu wniósł masę ciekawych idei i wzmocnił wiele wariantów. Można więc śmiało stwierdzić, że w tym temacie był specjalistą światowej klasy.
Pewnego razu padła myśl wspólnego napisania książki o tym interesującym gambicie. Szybko znalazłem wydawcę w Niemczech i w 1991 roku nasza praca ujrzała światło dzienne. Po jej ukazaniu doszło do małego incydentu. Wydawca – zanim książka została wysłana do księgarń – przysłał mi jeden egzemplarz do wglądu. Szybko stwierdziłem błąd na okładce. Zamiast ruchów 1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 c5 4.d5 b5 zobaczyłem 1.d4 Sf6 2.c4 c5 3.d5 b5, co dotyczy gambitu wołżańskiego. Natychmiast zadzwoniłem do wydawcy, aby sprostować pomyłkę. Uspokoił mnie: „My też zauważyliśmy ten błąd. Za kilka dni otrzyma pan nowy egzemplarz”.
Rzeczywiście tak się stało. Otrzymałem książkę w nowej wersji. Błąd na okładce zniknął. Naklejka na tym miejscu informuje o serii gambitowej.
Nasza książka otrzymala dobre recenzje. Tematem zainteresowal się ówczesny szef firmy Chess Base Gisbert Jacobi, który zaproponował wersję elektroniczną. Dyskietka ukazała się w 1993 roku.
Okładka z błędem
Jerzy Konikowski i Jan Przewoźnik
Blumenfeld-Gambit
Edition Mädler im Walter Rau Verlag
Düsseldorf 1991
98 stron
ISBN-3-7919-0328-4
Po ostatnim swoim występie w Kavali (30 lipiec-6 sierpień 2011) było cicho na blogu Mateusza Bartla. Przypuszczałem więc, że mistrz Polski przygotowuje się intensywnie do kolejnych imprez. Wszyscy bowiem czekamy z niecierpliwością na udział młodego arcymistrza w jakimś renomowanym turnieju międzynarodowym, aby swoim fanom pokazać wreszcie klasę godną mistrza Polski!
Redaktor pisma „MAT” na pewno nie próżnował. To widać po długim wpisie w dniu 24 września na swoim blogu. Mateusz Bartel zapewnia już na początku swojego tekstu wszystkich swoich sympatyków, że jest nadal czynnym zawodnikiem. Ta wypowiedź mnie osobiście uspokoiła i bardzo ucieszyła. Czekamy Panie Mateuszu na czyny!
Następnie arcymistrz przystąpił do ataku. Obiektem tej akcji stałem się oczywiście ja. Mateusz Bartel drąży dalej temat mojej wypowiedzi dotyczącej partii Świercz-Piorun. Kolega, który pierwszy zauważył ten wpis, stwierdził w swoim emailu: „Mateusz chyba zerwał się z choinki. Przyczepił się jak rzep psiego ogona, a problem jest powszechnie znany”.
Powtarzam fragment mojego tekstu w kategorii „Polskie zwycięstwa” z dnia 23 sierpnia w tej kwestii:
Przy tej okazji chciałbym wyjaśnić jeszcze problem mojego komentarza w tekście „Vivat Darek!” z 15 sierpnia: Wyjątkowo zagrał przeciwko Piorunowi 1.d4, ale to była z pewnością uzgodniona partia. Nie byłem na miejscu. Jest to więc moje przypuszczenie, które oparłem na następujących wnioskach:
1. Darek zagrał tylko w tej partii 1.d4.
2. Zawodnicy powtórzyli do 13 posunięcia partię Dambacher-Chenkin, Amsterdam 2005. Potem wykonali szybko kilkanaście mało znaczących ruchów i zakończyli partię remisem. Tutaj nie było żadnej walki!
Decyzja zawodników była – moim zdaniem – jak najbardziej logiczna. Partia była grana w 7 rundzie, kiedy obaj mieli jeszcze szanse na zwycięstwo w turnieju. Postąpili zgodnie z klasyczną taktyką turniejową: jako zawodnicy jednego kraju nie zrobić sobie krzywdy, odpocząć w tej rundzie i od następnej partii grać na pełnych obrotach. Jestem więc przekonany o słuszności mojej oceny!
Tutaj jestem winny dokładnego wyjaśnienia. Imprezy szachowe mają swoją specyfikę. Niektóre turnieje trwają kilkanaście dni. Zawodnicy mają do rozegrania wiele wyczerpujących partii. Niektóre mogą trwać 5-6 godzin, albo jeszcze dłużej. Szachista musi mieć więc znakomitą kondycję, aby wytrzymać wszystkie trudy poszczególnych walk. W celu oszczędzenia sił, zawodnicy robią sobie często odpoczynek w pojedyńczych pojedynkach. Wystarczy obejrzeć zbiory partii z różnych turniejów. Nawet mistrzowie świata korzystają z tej formy „relaksu”.
Przypominam sobie pewną sytuację sprzed laty w trakcie turnieju w Dortmundzie. Jeden z zawodników dość szybko zremisował partię. Dyrektor turnieju poprosił o wyjaśnienie. Reakcja zawodnika była zdecydowana: „Myśli pan, że jestem maszyną szachową. Rozegrałem do tej pory pięć trudnych partii. Dzisiaj musiałem się odprężyć. Czekają mnie jeszcze trudne pojedynki”.
Moją ocenę pojedynku Świercz-Piorun oparłem właśnie na tych znanych przesłankach. To było przypuszczenie, a nie zdecydowana wersja! Jeśli obaj juniorzy grali rzeczywiście tę partię poważnie, to mogę w tej sytuacji tylko ocenić pracę trenera za błędne przygotowanie Dariusza do tego pojedynku. Nie zagrał 1.e4, co mu w pozostałych partiach przyniosło wiele punktów. Wybrany wariant był słaby i nie dał białym żadnej przewagi debiutowej. Także Piorun nie stanął na wysokości zadania, bo mógł zagrać lepiej! Czyli w tej rundzie można wystawić trenerowi Jakubcowi ocenę „2”.
Krytyczne uwagi Mateusza Bartla zmobilizowały mnie do wzięcia pod lupę jego twórczość. Okazuje się, że sam często korzysta z tej formy wypoczynku w trakcie turniejów. Wybrałem tylko kilka przykładów:
1. Szymczak-Bartel, Frydek-Mistek 1997, remis po 4 ruchach.
2. Deszczyński-Bartel, Warszawa 1998, remis po 13 ruchach.
3. Czerwoński-Bartel, Polańczyk 2000, remis po 17 ruchach.
4. Miśta-Bartel, Trzebinia 2000, remis po 6 ruchach.
4. Miśta-Bartel, Brzeg Dolny 2001, remis po 15 ruchach.
5. Gajewski-Bartel, Łączna 2002, remis po 15 ruchach.
6. Bartel-Gajewski, Warszawa 2006, remis po 15 ruchach.
7. Bartel-Soćko, Lublin 2008, remis po 16 ruchach.
Menachem Begin (z lewej strony) przeszedł do historii jako izraelski polityk, który wspólnie z egipskim prezydentem Anwarem Sadatem negocjował traktat pokojowy izraelsko-egipski w 1979. Obaj przywódcy za doprowadzenie do podpisania porozumienia otrzymali Pokojową Nagrodę Nobla (16 grudnia 1978). W rezultacie zawartych porozumień, na wiosnę 1982 Begin przeprowadził ewakuację Półwyspu Synaj.
W dniach 16-26 kwietnia 1992 roku odbył się w Dortmundzie superturniej z udziałem Kasparowa. Była to wielka impreza, którą organizowała profesjonalna firma. Grano w słynnej Westfalenhalle. Garri Kasparow przyciągnął setki kibiców. Sala turniejowa codziennie pękała w szwach. Przed halą ustawiała się każdego dnia długa kolejka chętnych do kupna biletów wejściowych. Takich scen nigdy w życiu nie widziałem. Media codziennie obszernie informowały o wydarzeniach w turnieju. Była to wielka reklama dla królewskiej gry!
Wyniku turnieju głównego:
Kasparow 6
Iwanczuk 6
Barejew 5.5
Anand 5
Kamsky 4,5
Sałow 4.5
Hübner 4
Adams 3.5
Szirow 3.5
Piket 2.5
Turniej otwarty A wygrał przyszły mistrz świata W.Kramnik i S.Lputjan 8.5. Startująca w różnych grupach liczna grupa Polaków nie odniosła żadnych sukcesów.
Było duże zainteresowanie turniejem w świecie. Francuska Agencja Prasowa zwróciła się do organizatorów z prośbą o dostarczanie na bieżąco notacji partii. Tę pracę zaproponowano mnie. Oczywiście podjąłem się tego zadania. Co kilka ruchów wysyłałem faksem do Paryża aktualny stan wszystkich pojedynków.
Miałem jeszcze jedno ważne zadanie. Wydawnictwo Joachima Beyera zaproponowało napisanie książki turniejowej. Wykonaliśmy to w trójkę: Konikowski, Schulenburg i Treppner. Książka ukazała się w dwóch wersjach: z twardą i miękką okładką. Została później uznana za książkę szachową 1992 roku.
Książka zawiera partie komentowane, opisy poszczególnych rund, wywiady z zawodnikami i wiele fotografii.
Na czas turnieju wziąłem oczywiście urlop wypoczynkowy. W Westfallenhalle siedziałem praktycznie od rana do wieczora. Dzięki temu miałem możliwość oglądania wszystkich analiz po partii, w tym oczywiście samego Kasparowa. Zamieniłem z nim kilka słów o znaczeniu fazy debiutowej w nowoczesnych szachach. Potwierdził tezę, że jest to bardzo ważna część partii.
Wydanie z twardą okładką pod tytułem „Das Grossmeister Turnier Dortmund 1992.
Jerzy Konikowski, Pit Schulenburg i Gerd Treppner
Chess-Meeting 92
Wydanie z miękką okładką
175 stron
Joachim Beyer Verlag 1992
ISBN 3-88805-119-3
Autorzy książki: Jerzy Konikowski, Gerd Treppner (1956-2009) i Pit Schulenburg
Wycinek z gazety „Dortmunder Rundschau” z dnia 16.04.1993 roku z informacją, że nasza książka została zaliczona do klasyki literatury szachowej.
Sławny aktor amerykański Humphrey Bogart był znany ze swej słabości do królewskiej gry. Podobno każdą wolną chwilę wykorzystywał na partyjki z przyjaciółmi.
Humphrey Bogart i szachy
Humphrey Bogart w polskiej Wikipedii
Humphrey Bogart w angielskiej Wikipedii
YouTube
Głównym celem partii szachowej jest danie przeciwnikowi mata. Dlatego obie strony tak rozwijają swe siły, aby osiągnąć ten cel.
W kompozycji szachowej są pewne zadania, które są sprzeczne z tymi zasadami. Są to samomaty, maty pomocnicze (zwane też współmatami) i innego rodzaju zadania bajkowe. Zostały one stworzone przez kompozytorów i dlatego egzystują tylko w problemistyce szachowej.
W mojej książce „Kompozycja w treningu szachisty” m.in. pisałem, że rozwiązywanie i analizowanie zadań szachowych może przynieść szachistom-praktykom dużą korzyść przez ćwiczenie techniki liczenia wariantów, rozwinięcie tzw. zmysłu kombinacyjnego oraz kształcenie zdolności analitycznych, co jest szczególnie przydatne w trakcie rozgrywania końcówek.
Ale też zwróciłem uwagę na to, że do tego celu może służyć tylko odpowiednio wyselekcjonowany zbiór zadań i studiów. Jestem także mistrzem kompozycji szachowej i znam bardzo dobrze specyfikę tej dziedziny szachów. Sam ułożyłem wiele samomatów i matów pomocniczych. Ale jako trener nigdy nie polecałem moim podopiecznym zajmowanie się tą grupą zadań. Bowiem ich rozwiązywanie nie ma żadnego aspektu szkoleniowego!
Czy widział ktoś boksera, który w czasie walki – zamiast przeciwnika – uderzał siebie? Podobnie szachista w trakcie partii dąży do dania przeciwnikowi mata, a nie odwrotnie. Dlatego nie można polecać zawodnikowi, aby w cyklu szkolenia zajmował się rozwiązywaniem samomatów czy współmatów.
Tak więc rozwiązywanie zadań szachowych ma tylko w ograniczonym aspekcie wartość szkoleniową. Zajmowanie się wszystkimi gałęziami kompozycji szkodzi tylko w prawidłowym rozwoju utalentowanych zawodników. Tutaj przykładem jest zdolny junior Kacper Piorun, który w momencie zajęcia się solvingiem obniżył swoje loty jako zawodnik. Wielka szkoda, gdyż według krajowych ekspertów ten utalentowany gracz już dawno mógłby być w czołówce polskich seniorów!








![chess[1]](http://www.blog.konikowski.net/wp-content/uploads/2011/09/chess12.jpg)
![IMG_1436mini[1]](http://www.blog.konikowski.net/wp-content/uploads/2011/08/IMG_1436mini1.jpg)





![hbogart3-66[1]](http://www.blog.konikowski.net/wp-content/uploads/2011/09/hbogart3-661.jpg)
