Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

lip
05

TURNIEJ SZACHOWY „ROK AKIBY RUBINSTEINA „, AIKBA RUBINSTEIN – w życiu i anegdocie – spotkanie w Krakowie

Zdjęcia z tej imprezy nadesłał nam mistrz fotografii szachowej Marek Skrzypczak

Fotografie

 

lip
02

Zachęcam Czytelników niniejszego blogu do zapoznania się z krótkim felietonem Wojciecha Krzyżaniaka, zamieszczonym w Gazecie Telewizyjnej. Artykuł ten jest zaledwie zasygnalizowaniem pewnego problemu, który zapewne jest znany sporej części miłośników polskiego sportu, a mianowicie kultu przegranej. Niestety w naszym kraju ciągle pokutuje kanon szlachetnej klęski. Pochylamy ze zrozumieniem głowy nad wszelkimi niepowodzeniami, w tym i sportowymi, podczas gdy spora część sukcesów pozostaje bez echa. Media pełne są reportaży, wywiadów i opisów porażek sportowych, których wydźwięk jest, nie waham się użyć tego sformułowania, co najmniej rozgrzeszająco – wyrozumiały! A przecież nie przegrane decydują o laurach dla sportowców. Ich celem powinno być zwycięstwo, a przynajmniej zadowalające miejsce na podium, natomiast metodą zdobycia go – ciężka praca. Oczywiście w każdej dziedzinie rywalizacji pewną rolę ogrywa łut szczęścia, ale nie można polegać wyłącznie na nim. Praca nad sobą i praca w grupie powinny być doceniane i znajdować o wiele większy aplauz niż obecnie.

Piłka nożna nie jest jedynym przykładem sportu, w którym istnieje pewne społeczne przyzwolenie na szlachetną (?) przegraną. Niestety, podobne zjawisko obserwuje się także w szachach. Patologiczna polityka Polskiego Związku Szachowego doprowadziła do sytuacji, w której nie promuje się ciężkiej pracy nad podniesieniem swojego poziomu szachowego i sportowego. Wystarczy stagnacja w rozwoju i utrzymywanie rankingowego status quo, aby zapewnić sobie przyzwoite życie jako członek kadry narodowej. Nie ma parcia na sukcesy i zwycięstwa na renomowanych, światowych turniejach, a ambicja większej części naszej kadry narodowej jest już tylko zapomnianym, pustym słowem. Oczywiście są chlubne wyjątki, w których iskierkę ambicji należy stale podsycać.

Smutna, ale i prawdziwa jest konkluzja felietonu redaktora Krzyżaniaka. Zmiana opisywanego stanu rzeczy wymaga przewartościowania naszego sposobu myślenia o pracy w sporcie, i o dążeniu do sukcesów w nim. Musimy zaprzestać promowania fałszywie szlachetnych przegranych, a zacząć postrzegać zwycięstwa jako sukces, cieszyć się z nich, i doceniać pracę włożoną w ich uzyskanie. Ale taka „praca u podstaw” to zadanie na długie lata…

Krzysztof Kledzik

lip
02

9 marca tego roku przedstawiłem Państwu bloga Krzysztofa Jopka „Psychologia i Szachy„. Zaglądam tam regularnie i ostatnio natknąłem się na ciekawy tekst, który – za zgodą autora – zamieszczam w całości w tym miejscu. Uważam, że sugestia Krzysztofa Jopka jest interesująca i zasługująca na uwagę. Ale czy znajdą się chętni do wprowadzenia tej idei w życie?

//////////////////////////////

sobota, 30 czerwca 2012

„Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, czyli czym raczą inne „związki” swoich szeregowych członków”

Na pomysł napisania tego artykułu, wpadłem przeglądając portal http://www.polityka.pl/, gdzie znalazłem dość zajmujący tekst o działalności Polskiego Związku Wędkarskiego, którego byłem członkiem od podrostka, aż w okolice wieku dojrzałego. Oprócz gry w piłkę nożną, to właśnie różnego rodzaju eskapady wędkarskie zabierały mi każdą wolna chwilę w młodości. Czasowo znacznie dłużej trwała moja przynależność do PZW w porównaniu z moją obecnością w PZSzach i myślę, że porafię w miarę obiektywnie spojrzeć na obie organizacje.

Kilka informacji o tym, jak wyglądają opłaty za możliwość wędkowania. Otóż, szeregowy wędkarz, aby mógł zarzucić wędkę, musi uiścić opłatę roczną w swoim lokalnym „kole wędkarskim”. Dawniej płaciło się za wędkowanie na wodach nizinnych osobno, a na górskich osobno. Teraz płaci się za możliwość połowu na terenie swojej najbliższej okolicy, jednak aby uzyskać możliwość połowu w innym rejonie kraju płaci się za każdym razem dodatkowo. Są to naprawdę niemałe pieniądze. Wogóle wędkarstwo to sport drogi – sprzęt stały (wędki, kołowrotki itd.), oraz ten co się zużywa (żyłki, haczyki itp.) do tanich nie należą, wliczając do tego kupno zanęt i przynęt, płaci się dosłownie jak „za zboże”. Nie byłoby może w tym nic specjalnie zdrożnego, gdyby wędkarz wiedział za co płaci tak jak w Norwegii, gdzie na łososia jeździ cała wędkarska Europa i każdy stamtąd wraca z rybą oraz masą wrażeń. Według artykułu wędkarze wypowiedzieli prawdziwą wojnę zarządowi PZW, gdyż pieniądze z ich opłat idą na zarybianie (do teraz wszystko ok), by następnie podrosłą rybę odławiano na styl rybacki, sieciami, w celach komercyjnych. Tak więc zamiera turystyka wędkarska gdyż ryb w jeziorach jak na lekarstwo, ponadto ginie turystyka „wodniacka” gdyż zarzucone sieci wplątują się w motory jednostek wodnych. I sprawa najciekawsza – ta działalność jest całkowicie w zgodzie z literą prawa i nikt nie może nic zrobić, chyba że ewentualnie spróbować powołać się na ustawy o prawie wodnym gdzie wody Skarbu Państwa są dobrem ogólnospołecznym i nie należy działać na szkodę społeczeństwa, ale w sądzie taki precedens ciągnąłby się latami. Tak więc wędkarz ma płacić, cicho siedzieć, a tam ktoś sobie odbywa intratne odłowy gospodarcze za jego pieniądze. Szczerze mówiąc, będąc 6 latkiem z pierwszą wędką zrobioną z leszczyny przez mojego ojca i długo, długo poźniej, nie wiedziałem w co, że tak powiem, wdepnąłem.

Inna organizacja, o wiele bardziej na czasie i jeszcze bardziej interesująca (ewentualny uśmiech Czytelnika, jeśli się pojawi, będzie kwaśny jak po zjedzeniu plasterka cytryny) to…PZPN.

Ostatnio reporterzy TVN24 z programu „Czarno na białym”, usiłowali uzyskać informacje od PZPN o finansach związku. Nie byli jednak zbyt skuteczni, gdyż takiej informacji nie otrzymali, choć owa organizacja, jako że jest wspierana (podobnie jak PZSzach) przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, finanse ma mieć jawne. Temat PZPN jest nie na odrębny wpis, a na założenie odrębnego bloga i tematów nie zabrakłoby nawet średnio kreatywnemu dziennikarzowi. Problem z PZPN-em jest taki, że jeśli mają wszystko ok w tzw. „papierach” nic nikomu do nich i kibice mogą tylko z zażenowaniem, z boku i zupełnie bezsilni, spoglądać na ich pogrążającą polska piłkę działalność.

Jeśli chodzi o Polski Związek Szachowy jestem umiarkowanym optymistą i myślę, że nie trafiłem najgorzej. Sprawa, która z pewnością wszystkim leży na sercu to szkolenie młodzieży. Problem wychwytywania talentów jest analogiczny z sytuacją, która ma miejsce w PZPN-ie, gdzie dosłownie masa utalentowanej młodzieży na poziomie trampkarskim dostaje „kartę zawodnika” i ma sobie szukać klubu i radzić sama. U nas też coś takiego ma miejsce. Wielu utalentowanych szachistów poszło „na zatratę” gdzies na styku juniora z seniorem. To nie jest tylko kwestia jakiegoś zaniedbania semego PZSzach, a raczej słabości związków wojewódzkich oraz… braku splotu szczęśliwych okoliczności. Nie ma takiej opcji, żeby przez ręce jednego „ośrodka” przechodziło wszystko, natomiast działalnosć koordynacyjna jest ze wszech miar pożądana.

Dwa lata temu, gdy reklamowałem swojego bloga i szukałem na internecie klubów czy sekcji szachowych aby ich do siebie zaprosić, to zauważyłem, że są całe połacie Polski całkowicie niezagospodarowane szachowo. Silni arcymistrzowie wywodzą się z mocnych klubów i prawie nie ma znanych zawodników z „Pcimia Dolnego”. Samo szkolenie jednak może odbywać się przecież poprzez Skype, Playchessa, drogą mailową, trzeba tylko umieć te talenty wychwytywać i nie zostawiać w połowie drogi co jest na porządku dziennym.

Co do opłat płaci się opłaty klasyfikacyjno-rankingowe, lub za zdobycie kategorii, czego nie ma podobno gdzie indziej, jednak ja jakoś tego nie odczuwam specjalnie dojmująco. Mówiąc szczerze, jeśliby moje pieniądze były dobrze rozporządzone np. na szkolenie młodzieży, byłbym w stanie zgodzić się na opłatę roczną (taką jak płaci się w PZW) np. w wysokości 150 zł. Kocham szachy, serce mi rośnie jak młodzież wygrywa, więc nie zbiedniałbym raz w roku o taką kwotę i pewnie wielu też by chętnie zapłaciło ale by widoczny był tego efekt. Samo wyszkolenie profesjonała szachowego ma zawsze wielu „ojców” i bez wsparcia finansowego rodziców, instytucji, sponsorów, wreszcie bez pełnego zaangażowania samego zainteresowanego, jest praktycznie niemożliwe do zrealizowania. Dla chcących grać w szachy profesjonalnie to sport drogi, choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest inaczej: co trzecie dziecko nie zostanie silnym arcymistrzem z rankingiem 2650 elo. Tutaj na drodze zawsze będzie stał czy kto chce, czy nie – pieniądz. Jestem ciekaw waszego zdania: jakie chodzą wam ciekawe pomysły po głowie, aby usprawnić, ulepszyć, czy wręcz naprawić to co funkcjonuje źle. Gdzie według Was tkwią rezerwy do poprawy kondycji naszej dyscypliny. A może macie zupełnie inne zdanie na ten temat??

Link do referowanego „wędkarskiego” artykułu:

W służbie ryb

 

 

 

cze
30

Krzysztof Długosz opublikował na swojej „Szacharni” dwa interesujące i polemiczne teksty dotyczące istotnych kwestii polskich szachów. Zachęcam do ich lektury, analizy i oceny!

czwartek, 28 czerwca 2012
Za 59 dni Olimpiada w Istambule!

 

sobota, 30 czerwca 2012
Porównania polsko – rosyjskie

cze
28

Do rozpoczęcia olimpiady w Stambule (27.08.-10.09.2012) zostało niewiele czasu. Tymczasem nasza kadra męska wyraźnie „odpoczywa”. Oczywiście z małymi wyjątkami. Dariusz Świercz zagrał niedawno w Bułgarii i mistrz Polski Mateusz Bartel wystartuje w lipcu w Dortmundzie.

Ale co z pozostałymi naszymi asami? Nic nie wskazuje na to, aby któryś z nich planował start w jakimś turnieju. Miejmy nadzieję, że mimo tego nie będzie problemów z formą we właściwym czasie!

Natomiast nasze zawodniczki bedą aktywniejsze przed olimpiadą. Czekają nas emocje w meczu z Niemkami i na II Memoriale Krystyny Hołuj-Radzikowskiej.

Dokładniejsze informacje:

Polki zmierzą się z Niemkami
II Memoriał Krystyny Hołuj-Radzikowskiej
Strona olimpiady

cze
27

Pierwsze powojenne drużynowe mistrzostwa Polski w szachach odbyły się w Katowicach w 1946 roku. Startowało 9 miast. Zwyciężyła Łódź przed Krakowem i Katowicami.

Na filmie można zobaczyć w akcji mistrza Polski Bogdana Śliwę i 17-letniego Janusza Szpotańskiego.

RP Kronika

cze
27

W 1949 roku odbył się w Katowicach mecz międzypaństwowy Polska-Czechosłowacja w szachach. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem gości 14-6.

RP Kronika

cze
22

Zygmunt Ryll ze Skawiny jest znanym arbitrem szachowym i autorem wielu interesujących artykułów fachowych, które od kilku lat publikuje na łamach miesięcznika „Magazyn Szachista”. Więcej ciekawostek o tej postaci można znaleźć na mojej stronie Sylwetki”.

Inną pasją Pana Zygmunta jest działalność w szeregach harcerstwa. Jest członkiem honorowym drużyny „Czerwonego Maka” im. Bohaterów Monte Cassino ze Skawiny, która 1 czerwca 2012 roku obchodziła 55 lat swego istnienia. Z tej okazji wydano okolicznościową broszurę.

cze
21

Po tegorocznym turnieju w Moskwie wziąłem pod lupę partie polskich zawodników. W pierwszym rzędzie zainteresował mnie pojedynek Świercz-Yilmaz. Partia była bardzo interesująca i pouczajaca. Krótki komentarz jest na mojej stronie (Teoria i praktyka: Partie 2012). Potem z większymi uwagami opublikowalem ją w „Panoramie Szachowej” (nr 2-2012, strona 15-17). Początek partii był taki: 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cxd4 4.Sxd4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Ge2

Moim podopiecznym zawsze polecałem bardziej agresywne kontynuacje 6.Ge3 i 6.Gg5 z przygotowaniem ataku na króla. Ruch w partii nie ma takiej dynamiki i wymaga więcej pozycyjnego wyczucia, a w takich sytuacjach młodzi i jeszcze z małym stażem turniejowym zawodnicy nie zawsze znajdują najlepsze rozwiązania.

6…e5 7.Sb3 Ge7 8.0-0 0-0 9.We1

Celem tego wariantu jest pozycyjne wzmocnienie kontroli nad punktem d5: białe stawiają gońca na f3 i następnie poprzez pole f1 przemanewrują skoczka na e3. Czarnym będzie wtedy trudno przeprowadzić  wyzwalający manewr w centrum d6-d5.

Moja rada dla młodych adeptów sztuki szachowej – grajcie aktywniejsze warianty po następujących kontynuacjach: 9.Kh1 lub 9.Ge3.

//////////////////////////////

W dalszej części partii białe nie uzyskały przewagi debiutowej i czarne przechwyciły inicjatywę. Na szczęście dla Darka przeciwnik popełnił błędy i partię ostatecznie przegrał.

W trakcie analizy przejrzałem mój bank z partiami na ten temat i stwierdziłem, że wariant jest w Polsce popularny i gra go wiele młodych zawodniczek i zawodników. W tym zbiorze znalazłem także tematyczne partie trenera polskiej młodzieży O.Sułypy. Koledzy z Polski potwierdzili, że ukraiński arcymistrz ma rzeczywiście ten wariant we własnym repertuarze debiutowym i poleca go swoim polskim podopiecznym!

Trenerzy często sobie ułatwiają życie i polecają swoim uczniom warianty, które sami grają. Nie interesuje ich to, czy to jest zgodne ze stylem gry swych podopiecznych. Ważna jest własna wygoda!

W ten sposób zmarnowano przed laty wielki talent Iwety Radziewicz, która nie miała repertuaru dopasowanego do jej charakteru gry. Trener kadry kobiecej nie zadbał o to, aby ten stan zmienić.

Największym błędem krajowych trenerów przed laty było preferowanie obrony francuskiej wśród polskiej młodzieży. Ta jednostronność w grze spowodowała zastój w twórczym rozwoju wielu zawodniczek i zawodników, którym bardziej odpowiadały inne otwarcia!