Ostatnio przypadkowo zajrzałem na facebooku do funkcji „Messenger” i ku mojemu zdziwieniu znalazłem tam wiele postów skierowanych do mnie, nawet pięć lat temu. Mojej reakcji nie było z prostego powodu: nie korzystam z tej formy korespondencji. Wczoraj poświęciłem jednak czas na odpowiedzi i w ten sposób załatwiłem nawet kilkuletnie zaległości.
Jeden post był szczególnie „interesujący”. Jego autor odniósł się w dniu 9 kwietnia 2017 r. o godzinie 00:09 do mojej książki „Atak królewsko-indyjski”. Był bardzo zdziwiony tym, że m.in. po 1.e4 a6 polecam 2.d3.
Okazuje się, że ta osoba nie pojęła sensu tej pracy. A przecież wyraźnie napisałem we wstępie, że jest ona przeznaczona dla młodzieży, która chce opanować w szybkim tempie początek partii, ułatwiający odnoszenie pierwszych sukcesów turniejowych.
Treść książki:
Po 1.e2-e4 można włączyć do swego repertuaru debiutowego białym kolorem uniwersalne otwarcie, którego wyjściową pozycją do walki ilustruje diagram.

W tym ustawienu figurowym białe rezygnują z wykonania aktywnego ruchu d2-d4 oraz rozwijają swe siły w duchu obrony królewsko-indyjskiej, lecz odwróconym kolorem i tym samym z dodatkowym tempem. Zaletą takiej opcji jest zatem ominięcie wielu gruntownie przeanalizowanych głównych wariantów i prowadzenie walki pewnym określonym torem.
Na przedstawionym obrazku widać, iż białe stworzyły twierdzę obronną swojemu królowi, aby następnie – w zależności od sytuacji na szachownicy – zastosować różnorodne metody gry:
1.Akcja na skrzydle królewskim po mobilizacji swych sił według układu: e4–e5, Wf1–e1, Sd2–f1, h2–h4, Sf1–h2–g4 itd. Kolejność posunięć może być oczywiście różna i uzależniona jest od gry czarnych.
2.Akcja na skrzydle hetmańskim po c2–c3, a2-a3 i b2-b4.
3.Akcja w centrum po c2-c3, d3-d4 z ewentualnym biciem e4:d5. Innym aktywnym chwytem białych jest – w dogodnym do tego momencie – uderzenie w środku szachownicy ruchem c2-c4.
Białe dysponują zatem we wszystkich przypadkach znakomitymi środkami bojowymi o charakterze pozycyjnym i kombinacyjnym, co daje im realne możliwości uzyskania efektownego oraz szybkiego zwycięstwa.
Sprawa jest chyba klarowna. W tej książce nie ma przedstawionych wariantów po wczesnym d2-d4.
Paradoksem jest więc to, że autor listu (nazwisko jest mi znane, ale zachowam w tajemnicy) jest czołowym trenerem Młodzieżowej Akademii Szachowej PZSzach i nie czytając prawdopodobnie mojego wyjaśnienia na początku książki, błędnie interpretuje jej treść oraz cel. Czyżby w takim stylu ten szkoleniowiec prowadził swoje zajęcia na sesjach MASZ?
Nie dziwmy się więc, że temat „Debiuty” jest nadal gorącym problemem polskich szachów wyczynowych!
