Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

kw.
18

16 kwietnia 2014 roku Komitet Organizacyjny The World Games 2017 we Wrocławiu ogłosił listę dyscyplin na zaproszenie. Wśród zaproszonych dyscyplin są: żużel, futbol amerykański, wioślarstwo halowe i kickboxing. Trwają rozmowy z przedstawicielami jeszcze jednej, piątej dyscypliny, ale niestety, nie są to szachy. Tak więc szachów na World Games 2017 zabraknie.

Przypomnijmy, że szachy znalazły się w gronie ośmiu dyscyplin (futbol amerykański, wioślarstwo halowe, kickboxing, futsal, powożenie, żużel, szachy i baseball), spośród których Wrocław mógł zaprosić na World Games maksymalnie pięć.

Przypomnijmy również, ze w internetowej sondzie popularności, opublikowanej na stronie organizatorów, szachy znalazły się na drugim miejscu, bezpośrednio za żużlem.

To wielka porażka szachów i również moja osobista, jako Prezesa PZSzach, bo stawka była o wiele większa, chodziło o pozycję sportu szachowego w Polsce i na świecie. Oczywiście porażki w sporcie są rzeczą normalną i należy umieć przegrywać, ale w tym przypadku przychodzi mi to z wielkim trudem. Czekamy na oficjalne pisemne stanowisko Komitetu Organizacyjnego TWG 2017.

Pomijając już argumenty merytoryczne, że szachy są trzecią co do wielkości dyscypliną sportu w Polsce jeśli chodzi o liczbę zarejestrowanych zawodników, po piłce nożnej i lekkoatletyce i mają swoich fanów na całym świecie, bo Olimpiadzie Szachowej biorą udział zawodnicy z ponad 150 krajów, a do tego nie są sportem drogim, do jego uprawiania wystarczy szachownica i komplet bierek, którą można kupić za kilkadziesiąt złotych, to rozgoryczenie budzi sposób ogłaszania tej decyzji, dzień wcześniej niż to pierwotnie planowano, bez zaproszenia i udziału związków sportowych.

Szanowni Organizatorzy, jeśli TWG 2017 ma być wielkim świętem sportu, dumą dla Wrocławia i dla naszego kraju, to nawet jeśli macie złe wieści do zakomunikowania tym dyscyplinom sportowym, które na TWG 2017 ostatecznie się nie znajdą, to róbcie to w sposób cywilizowany. Wiadomo, żeby ktoś wygrał, to ktoś musi przegrać, na tym polega sport i my szachiści to doskonale rozumiemy. Ale w sporcie równie ważny jest szacunek dla pokonanych, który wpisuje się w ideę Olimpizmu, a Wy o tym zapomnieliście.

Jako pokonani, życzymy Organizatorom z Wrocławia udanej imprezy na światowym poziomie, a kolegom i koleżankom z pozostałych dyscyplin sukcesów sportowych i niezapomnianych wspomnień na długie lata.

Tomasz Delega
Prezes Polskiego Związku Szachowego

Źródło

kw.
18

Witam serdecznie!
Jakiś czas temu dowiedziałem się o wdrażaniu projektu „Edukacja przez szachy w szkole” przez PZSzach. Hasło jak najbardziej trafne, jednak sposób wdrażania budzi mnóstwo wątpliwości. Jedną z największych kontrowersji jest dopuszczanie do kursu nauczycieli, którzy w ogóle nie potrafią grać w szachy, nie znają podstawowych zasad, a cały kurs trwa chyba 72 godziny. Czy Pana zdaniem da się nauczyć podstaw szachowych przez tak krótki czas i czy to wystarczy. Czy oferowanie 30 godzin na szachy może przynieść faktycznie jakieś realne korzyści? Bardzo jestem ciekaw co tak wybitny trener jak Pan sądzi o tym projekcie, czy ktoś konsultował z Panem ten pomysł? Myślę, że to ciekawy temat na bloga, tym bardziej, że budzi sporo emocji i dyskusje bywają gorące.
Mam nadzieję, że pośród wielu ciekawych i skomentowanych w sposób niezwykle profesjonalny i dokładny tematów, poruszy Pan również to zagadnienie.
Pozdrawiam serdecznie
Konrad Szczygieł

/////////////////////////////////////

Nie brałem udziału w jakichkolwiek konsultacjach w tej kwestii i nie znam szczegółów tego projektu. Moim zdaniem, jeśli nauczyciele mają nauczyć tylko ruchów i ogólnego celu gry, to taki kurs może być wystarczający. Jeśli zadaniem akcji jest wychowanie przyszłych mistrzów i arcymistrzów szachowych, to oczywiście trzeba zaangażować do szkolenia fachowców.

Popieram propozycję Pana Konrada Szczygła i zapraszam do dyskusji!

kw.
15

ik_krynica

W dniach 6-13 kwietnia 2014 odbył się w Krynicy XVII Turniej pod patronatem Burmistrza Gminy Uzdrowiskowej – dr Dariusza Reśko.

W turnieju startowało 93 zawodników. Niespodziewanie zwyciężył junior mistrz FIDE Radosław Gajek 7.5, który wyprzedził arcymistrza Wadima Szyszkina oraz mistrza międzynarodowego Krzysztofa Pańczyka obaj po 7.

Dokładne wyniki

Oto trzy ciekawe partie.

 

 

kw.
14

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

W odcinku 47 przytoczyłem opinię Michała Krasenkowa: Problem polega na tym, że teoria debiutów rozrosła się w sposób niesamowity. Wobec tego – żeby nie wpaść w tarapaty w początkowej fazie partii – trzeba nad debiutami dużo pracować, dużo analizować, a także przypominać sobie własne analizy.

Tej tezie jest trudno zaprzeczyć. Każdy turniej – a jest ich w ciągu roku ogromna ilość – jest kuźnią wielu nowych idei debiutowych. Każdy zawodowy i ambitny szachista stara się wychwycić te najważniejsze nowinki, które są związane bardzo często z jego repertuarem debiutowym.

To jest ogromna praca i do tego trzeba posiadać jeszcze odpowiednio dobry komputer, bazę z partiami, program ChessBase do jej pielęgnowania, możliwość korzystania z Internetu itd.

Wielu zawodników, z różnych względów, nie może się zdecydować na zakup odpowiedniego sprzętu oraz  wyposażenia w różne programy szkoleniowo-treningowe. Unika się w ten sposób gigantycznego wysiłku w zakresie obserwacji osiągnięć na polu nowych idei debiutowych oraz omija się jakiś dysput teoretycznych w początkowym stadium partii. Dlatego wielu zawodników dąży do rozstrzygnięcia walki w grze środkowej lub w końcówce.

Podobnie do tego zagadnienia podchodzą niektórzy trenerzy, którzy głoszą teorie typu: Ja zwracam większą uwagę na idee, myśli, najważniejsze ścieżki, nastawienie do partii, nie zalewając ich wariantami. Studiujcie końcówki, ponieważ to jest najważniejsza faza partii i tak polecał naukę szachów genialny Capablanca. Ostatnio bardzo modna jest teza o „przeskakiwaniu debiutów”.

Takie podejście można zaakceptować w sytuacji, gdy ktoś traktuje grę jako hobby. Natomiast w szachach wyczynowych (zawodowych) to jest już niewystarczające do odnoszenia znaczących sukcesów turniejowych.

Wielokrotnie była mowa na blogu, że faza debiutowa jest najsłabszym ogniwem w grze naszych kadr. Stwierdził to nawet wiceprezes Włodzimierz Schmidt: Słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

Z tym zgadzam się w 100%. Od wielu lat komentuję partie naszej czołówki dla czasopism „Magazyn Szachista” oraz „Panorama Szachowa” i mam dokładną orientację o stanie jej wyszkolenia w tym zakresie. Popieram więc Włodzimierza Schmidta, że trzeba zmobilizować nasze kadry do intensywnej pracy w tym kierunku.

Dlatego uważam, że bardzo szkodliwe jest twierdzenie trenera kadry Michała Krasenkowa: Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem. Rozpowszechnianie tej kwestii w tej formie w związkowym piśmie „MAT” jest nieodpowiedzialnym krokiem, gdyż to wprowadza tylko dezorientację wśród naszej utalentowanej młodzieży, która marzy o sukcesach sportowych na skalę międzynarodową, chce się prawidłowo szkolić i nagle staje przed dylematem: Jak mam właściwie trenować?

Dlatego jeszcze raz powtarzam, że koniecznością jest ustalenie jednej myśli szkoleniowej w naszych szachach. Nie może być tak, że dwie osoby odpowiadające za stan szkolenia w Polsce mają odrębne podejście do tego bardzo ważnego zagadnienia!

kw.
13

memorial_trzciankaDzisiaj odbył się w Trzciańce IV Memoriał Ferdynanda Dziedzica w obsadzie międzynarodowej. W tym roku po raz pierwszy turniej zyskał miano Mistrzostw Polski w Szachach Szybkich.

Czołowe miejsca zajęli:

1. Naiditsch Arkadij (Niemcy) 8 pkt.
2. Fridman Daniel (Niemcy) 7.5 pkt.
3. Wojtaszek Radosław (Polska) 7.5 pkt.
4. Kazimdżanow Rustam (Uzbekistan) 7.5 pkt.
5. Heberla Bartłomiej (Polska) 7.5 pkt.
6. Markowski Tomasz (Polska) 7.0 pkt.

Startowało 243 zawodniczek i zawodniczek.

Dokładne wyniki na stronie turnieju: link.

 

 

kw.
10

Szanowni Państwo!

Wczoraj nastąpiła awaria bloga i w związku z tym zaginęła większa część komentarzy do poprzedniego odcinka Paradoksy szachowe 47.

Na szczęście miałem je zabezpieczone w archiwum. Z uwagi na bardzo ciekawą dyskusję, zamieszczam dalszą ich część.

Przepraszam wszystkich Internautów – sympatyków bloga – za te kłopoty!

/////////////////////////////////////////

  • Pionek

7 kwietnia 2014 o godz. 18:55

Poziom szachów w Polsce osiągnął dno – paru szachistów gra jako tako, a reszta, to kompletni frajerzy, co potwierdzają mistrzostwa Polski i Bundesliga. Nawet na kiepskim dystansie – prawie same minusy.

  • Krzysztof Kledzik

7 kwietnia 2014 o godz. 19:00

Zastanawiam się czy ten stan rozkładu polskich szachów widzą osoby z PZSzach-u, w tym urzędnicy z biura i szkoleniowcy. To są ludzie inteligentni, więc raczej widzą, ale udają że nie widzą, bo tak jest wygodniej.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 11:12

Rozkładu?
– Radek Wojtaszek osiąga najwyższy ranking w historii polskich szachów. Jako pierwszy Polak od dawna potrafi nawiązywać równą walkę z czołowymi arcymistrzami świata, kilku z nich pokonując.
– Mateusz Bartel wygrywa wielki turniej Aerofłot i jako pierwszy Polak w powojennej historii gra w superturnieju(gra słabo, ale przez poprzednie 50 lat nawet taki wyczyn był poza zasięgiem).
– Dariusz Świercz zdobywa tytuł Mistrza Świata Juniorów do lat 20, co wcześniej nie udało się nigdy (były tylko tytuły kobiece).
– Monika Soćko wyeliminowała Mistrzynię Świata Hou Yifan z Mistrzostw Świata kobiet w roku 2012
– W ostatnich 5 drużynowych mistrzostwach Europy Polki zdobyły 4 medale, w tym raz złoto, a Polacy 4 razy zakończyli zawody w pierwszej dziesiątce – czyli wyżej, niż sugerował numer startowy.

Ostatni raz takie sukcesy polskie szachy wyczynowe odnosiły przed wojną. A jeśli ktoś woli narzekać, to niech przynajmniej poda argumenty.
Najchętniej nieco bardziej przemyślane, niż kiepski występ na Mistrzostwach Polski, bo jeśli słabo tam wypadli np. Świercz i Soćko, to znaczy, że inni polscy zawodnicy wypadli dobrze i im punkty pozabierali – jak np. Duda albo Gajewski. Zgadzam się, że szachy klubowe, amatorskie, mają się nie najlepiej, a zmiany tego zarządu w regulaminie klasyfikacyjnym (normy pod strzechy) są absurdalne, ale akurat polskie szachy wyczynowe mają się bardzo dobrze.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 12:01

Musimy się z tym zgodzić, że były pojedyńcze sukcesy, ale raczej na zasadzie przypadku. Tak jak kiedyś skoczek Wojtek Fortuna zdobył złoty medal na olimpiadzie w Japonii, a nigdy wielkim sportowcem nie był.
1. Wojtaszek jest ciągle wysoko na liście FIDE, ale jakoś go nikt nie zaprasza na superturnieje. Jest natomiast w zasięgu Memoriału Gaszimowa.
2. Mateusz Bartel wygrał bardzo szczęśliwie Aurofłot, bo Caruana w partii z nim odrzucił remis i w końcu przegrał. Matii pokazał w Dortmundzie „swoją klasę”. Trzeba się zgodzić, że jest graczem, który potrafi nas zaskoczyć na krótkim dystansie i nic więcej.
3. Dariusz Świercz jako junior osiągnął bardzo wiele i z tym trzeba się zgodzić. Jako senior stanął jednak w miejscu. Jego wielcy poprzednicy Spasski, Karpow, Kasparow, Anand i Aronjan byli też mistrzami świata juniorów do lat 20.
4. Monika Soćko w pojedyńczych partiach może być groźna dla każdej czołowej zawodniczki świata, nawet dla samej mistrzyni świata. Ale z tego nic nie wynika, bo nikt Moniki nie zaprasza na superturnieje kobiece. Nie zalicza się do elity światowej. A nie mamy na jej miejsce następczyni.
5. Zgadzamy się, że w konkurencji drużynowej nasze zawodniczki są silne i zdobywają medale. Ale nie mamy gwiazdy na skalę światową.
Dlatego trzeba się zastanowić o systemie szkolenia w Polsce. Na ten temat są ciągle dyskusje na tym blogu. Kto ma w końcu rację: trener kadry Michał Krasenkow czy trener-publicysta Jerzy Konikowski? Ja sam jestem zdezorienowany a zajmuję się trochę szkoleniem.

  • slawomirus

8 kwietnia 2014 o godz. 12:13

Jeśli ktoś wypadł słabo to znaczy, że ktoś wypadł dobrze…. Muszę to sobie gdzieś zapisać. Argumenty dotyczące zajęcia miejsca powyżej rankingowego były już kiedyś przedstawiane. Można np. wysłać słabszą drużynę o 50 miejscu w rankingu i po zajęciu 30 miejsca odtrąbić sukces, chyba nie o to chodzi. Można się zgodzić częściowo co do sukcesów Wojtaszka i drużyny kobiecej, reszta to melodia przeszłości. A chyba ważniejsze są perspektywy.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 12:20

Zapomniałem napisać, że przed wojną byliśmy mocarstwem szachowym w świecie. Polskę reprezentowali: Akiba Rubinstein, Savielly Tartakower i Mieczysław Najdorf. To była ścisła elita światowa. Czy można Wojtaszka przyrównywać do nich?

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 12:36

„polskie szachy wyczynowe mają się bardzo dobrze”
Skoro jest tak dobrze, dlaczego nasi zawodowcy muszą dorabiać jako trenerzy?

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 14:37

„Polskie szachy wyczynowe mają się dobrze”. Fajny dowcip, ale Prima Aprilis już był kilka dni temu. Wojtaszek to już prawie polski Anand, Macieję przedstawiano jako A.Rubinsteina, a Świercz jest lepszy od Fischera i Kasparowa. Wniosek? Jesteśmy potęgą światową

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 14:43

Z jednym możemy się chyba wszyscy zgodzić, że w „Propagandzie sukcesów w szachach” jesteśmy potęgą światową!

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 15:18

„Jeśli ktoś wypadł słabo to znaczy, że ktoś wypadł dobrze…. Muszę to sobie gdzieś zapisać.”

Owszem, wypadałoby, zwłaszcza jeśli kogoś to dziwi. Może tylko w nieco dokładniejszej postaci: „Jeśli ktoś wypadł słabo, to znaczy, że ktoś inny wypadł dobrze.”
Szachy są grą o sumie zerowej. Jeśli ktoś wypadł słabo (przegrał), to ktoś wypadł dobrze (wygrał). Jeśli ktoś w turnieju wypadł dobrze i na rankingu zarobił, to znaczy że ktoś inny wypadł słabo i trochę oczek stracił, bo na rankingu się zawsze zarabia kosztem innych graczy.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 15:19

„Skoro jest tak dobrze, dlaczego nasi zawodowcy muszą dorabiać jako trenerzy?”

Bo mówimy tu o szachach, a nie o piłce nożnej. W szachach nie ma i nigdy nie będzie takich pieniędzy, jak w większości innych sportów. Przyczyna jest prosta – szachy nie są i nigdy nie będą sportem tak medialnym, tak interesującym dla masowego widza, jak prawie dowolny inny sport. Dlatego z samej gry w szachy (bez dorabiania trenowaniem/sędziowaniem/etc.) jest w stanie się na dobrym poziomie utrzymać (i zapewnić sobie dobrą emeryturę na stare lata, gdy już przestaną wygrywać!) może z 50 czołowych szachistów i może z 10 czołowych szachistek na świecie.
A reszta musi dorabiać. Jedni jako trenerzy, a inni, bardziej poważnie myślący o przyszłości, zwyczajnie na etacie lub w ramach działalności gospodarczej. Dlatego właśnie, gdy nasi zdolni juniorzy idą na studia, to przeznaczają na szachy mniej czasu. Jako ludzie na ogół inteligentni rozumieją, że może 1 na 10 z nich zdoła się z szachów na dobrym poziomie utrzymać.

Jasne, że związek może z naszych podatków co bardziej obiecującym juniorom lub reprezentantom wypłacać jakieś stypendium, ale nie będą (i nie powinny być!) to żadne wielkie pieniądze, a co najwyżej zwrot kosztów wyjazdów turniejowych, wynagrodzeń trenerów, materiałów szkoleniowych etc. Pieniądze są na rynku. A skoro rynek szachowy jest względnie ubogi, to pieniędzy starcza tylko dla ścisłej elity, do której na chwilę obecną aspiruje (nie zawsze z powodzeniem) tylko Wojtaszek.
Jeśli ktoś ma ochotę dłużej poczytać o temacie, polecam wpis pod poniższym linkiem:

http://gegitor.chessbrains.pl/2011/07/12/czy-chcialbyschcialabys-zeby-twoje-dziecko-zostalo-szachista/

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 15:32

Polska jest 10 potęgą szachową świata. http://ratings.fide.com/topfed.phtml Wyprzedzamy Anglię, Izrael, Azerbejdżan. Norwegia daleko w tyle.

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 15:37

„z samej gry w szachy (bez dorabiania trenowaniem/sędziowaniem/etc.) jest w stanie się na dobrym poziomie utrzymać (i zapewnić sobie dobrą emeryturę na stare lata, gdy już przestaną wygrywać!) może z 50 czołowych szachistów”

To prawda i dlatego tylko grę Wojtaszka można nazywać szachami wyczynowymi. Pozostali to najwyżej silni amatorzy.

  • Pionek

8 kwietnia 2014 o godz. 15:41

Pasjonaci szachów zniknęli zarówno z Centralnego Związku, jak i z okregów. Nikomu nie zależy na zapraszaniu silnych graczy do Polski.

Nasza czołówka bardzo rzadko gra w zagranicznych openach, a co tydzień są dziesiątki turniejów.

Przykładowo – vide TWIC – idzie aktualnie 6 świetnych openów bez naszych graczy. Do Pojkowskiego też Polaka nie zaprosili.

Wszystko bez reakcji ze strony Związku – obojętność absolutna.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 15:45

Nie jesteśmy żadną 10 potęga, jedynie jesteśmy na 10 miejscu. Zresztą co z tego wynika? Nic. Na superturnieje nie dostanie zaproszenia żaden Polak, lecz przedstawiciel wspomnianej Anglii, Izraela i Azerbejdżanu. Nazwisk nie muszę podawać, bo wszyscy wiedzą o kogo chodzi.A mówienie że w polskich szachach wyczynowych jest dobrze, to jak wypuszczenie do boju golasów z piórami i ostrogami, twierdzącymi że są husarią.

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 16:14

Panie Krzysztofie, to była ironia, a to co pan napisał jest oczywiste. Jesteśmy taką samą 10 potęgą, jak byliśmy w gospodarce 40 lat temu. Tak samo nic nie znaczymy w kobiecych szachach. Mamy 4-5 średnich zawodniczek, a inne drużyny mają mniej wyrównany skład (np. w Bułgarii jest tylko Stefanowa) i tylko dlatego odnosimy sukcesy w grach drużynowych.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 16:29

Tak, wiem że to była ironia. A co do szachów kobiecych, to nie mogę się nadziwić, że nagrody Hetmanów zbiera M.Matlak, znany z doprowadzenia szachów kobiecych do stanu takiego jaki mamy obecnie.

  • slawomirus

8 kwietnia 2014 o godz. 16:31

„Jeśli ktoś wypadł słabo, to znaczy, że ktoś inny wypadł dobrze.” To nie znaczy nic więc czemu miałoby to mnie dziwić?
„Bo jeśli słabo tam wypadli np. Świercz i Soćko, to znaczy, że inni polscy zawodnicy wypadli dobrze i im punkty pozabierali – jak np. Duda albo Gajewski”. Akurat Duda i Gajewski nie grali ze Świerszczem czy Soćko. Równie dobrze można powiedzieć „Weichhold wygrał, Duda przegrał , zawodnicy wypadli dobrze”. A dalej „jest dzień, będzie noc, a jutro będzie dzień itd.”.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 16:31

„A mówienie że w polskich szachach wyczynowych jest dobrze, to jak wypuszczenie do boju golasów z piórami i ostrogami, twierdzącymi że są husarią.”

Kpić, jak widać, jest łatwo. Argumenty za lansowaną przez siebie tezą, jak również widać, podawać jest trudniej.
Chyba, że argumentem ma być brak w Polsce gwiazdora kalibru Aroniana, Mamedjarowa, Caruany czy nawet Adamsa. Jeśli jednak kryterium ma być siła najsilniejszego polskiego zawodnika, to (pomijając importowanego Krasenkowa) jest teraz lepiej, niż kiedykolwiek w latach powojennych. Mamy w końcu zawodnika, który jest w stanie walczyć ze światową elitą – i czasem nawet zwyciężyć.
Nadal nie jest tak dobrze, jak u co niektórych sąsiadów, ale jest lepiej, niż było jeszcze niedawno. A to powód do radości, a nie narzekania.
Wiem, że niektórzy po prostu uwielbiają narzekać, ale bardzo proszę, żeby chociaż spróbować podeprzeć swoje narzekanie faktami, jakkolwiek może to się wydawać trudne. Jeśli ktoś twierdzi, że polskie szachy wyczynowe się staczają, to niech wysili się na jakiś konkretny przykład. I napisze, co takiego w tych szachach wyczynowych jest teraz gorsze, niż chociażby z 10 lat temu. Jeśli to za mało, to niech i będzie 20 lat temu. Skoro jest coraz gorzej, to chyba nie będzie to zbyt trudne? No chyba że jednak jest coraz lepiej?

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 16:39

Ja sobie pozwoliłem na trochę ironii, a to chyba nie jest nic złego. Argumenty podawałem wielokrotnie w moich wpisach zamieszczonych na tym blogu. A w latach powojennych mieliśmy w Polsce różnych silnych zawodników.

8 kwietnia 2014 o godz. 19:01

Kilka faktów: Śliwa grał w turnieju międzystrefowym w czasach, gdy eliminacje odbywały się w turniejach kołowych, więc trudno tu szukać przypadku. Bednarski grał z mistrzami świata jak równy z równym. Jego nowinka w partii z Gellerem była prawdziwą nowinką, a nie wypocinami programu szachowego. Polska drużyna swój największy sukces (czwarte miejsce w ME) odniosła grając systemem każdy z każdym, co też wykluczało przypadek. Myślę, że lukiluk wie, jaka jest różnica między systemem szwajcarskim a systemem każdy z każdym. Tę różnicę widać dokładnie w wyniku Bartla w Dortmundzie. Skoro polskie szachy tak idą do przodu, to dlaczego nie ma wyników w turniejach kołowych? Chyba że lukiluk uważa występy Wojtaszka i Świercza w Wijk aan Zee za sukces, jak również sukcesem był występ Polaków w arcymistrzowskim turnieju w Lublinie.

  • chaosk

8 kwietnia 2014 o godz. 20:06

Lukiluk-nieustannie chylę czoło.Niech czynniki najwyższe dadzą Tobie siłę Von Gooma.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 20:42

„Ja sobie pozwoliłem na trochę ironii, a to chyba nie jest nic złego. ”

Nic złego, jeśli ironia pomaga zaprezentować argumenty w ciekawy sposób. Gorzej, jeśli ma maskować brak argumentów.

„A w latach powojennych mieliśmy w Polsce różnych silnych zawodników.”

A kogo konkretnie, kto by wytrzymał porównanie z Wojtaszkiem ?

Śliwa? Owszem raz udało mu się wejść do turnieju międzystrefowego – gdzie zajął ostatnie miejsce, robiąc 5,5/20 punktów. W szczytowym momencie swojej kariery miał 63 ranking na świecie.
http://www.chessmetrics.com/cm/CM2/PlayerProfile.asp?Params=199510SSSSS3S122960000000111000000000027510100

Bednarski? Nigdy nie był nawet najlepszy w Polsce, a co dopiero na świecie, gdzie maksymalnie wszedł na miejsce 137, urywając tylko kilka połówek światowej elicie.

Trochę im daleko do zawodnika, który od kilku lat regularnie melduje się w pierwszej trzydziestce światowego rankingu.

Czwarte miejsce na Mistrzostwach Europy w 1973 to duży sukces, ale udało się go powtórzyć w roku 2007. To prawda, że sukces w kołówce znaczy więcej, niż w szwajcarze. Ale z drugiej strony – myślę, że Gala wie, o ile łatwiej było zajmować wysokie miejsca, gdy gracze sowieckiej szkoły szachowej reprezentowali tylko 1 państwo – a nie tyle, co dziś.

Porażki i słabe turnieje się naszym orłom się zdarzają – tak jak i silniejszym od nich zawodnikom. Owszem, Wojtaszek w Wijk an Zee nie błysnął, ale Duda (nie Świercz, który Wijk an Zee C akurat wygrał) już wystąpił jak na niego całkiem dobrze. Z drugiej strony, niewiele wcześniej dwie (prawda – słabsze) kołówki Wojtaszek wygrał.
Nie chodzi przecież o to, żeby słabych występów nie było w ogóle – to jest niewykonalne, zdarzają się nawet najlepszym na świecie zawodnikom, jak widać chociażby po wyczynach Kramnika, Aroniana i Topałowa w ostatnim turnieju kandydatów. Rzecz w tym, żeby był postęp – żeby z upływem czasu dobrych występów było coraz więcej, a słabych występów coraz mniej.
I tak właśnie jest. Bartel wygrywa Aerofłot i rezerwową szachownicę na olimpiadzie, Soćko wygrywa Puchar Rosji i zajmuje drugie miejsce w Memoriale Czigorina, Wojtaszek przez chociaż krótki okres czasu wchodzi do pierwszej dwudziestki światowego rankingu i zdobywa srebrny medal na I szachownicy na Olimpiadzie (a liczył się już rating performance – 2844, a nie procent zdobytych punktów!).
Nie jest jeszcze tak dobrze, jak by się chciało, ale jest coraz lepiej.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 21:11

Już wielokrotnie tłumaczyłem, że osoba mająca miejsce trzydzieste-któreś, nie jest w pierwszej trzydziestce, ale w pierwszej czterdziestce. Tak samo jak np. Maxime Vachier-Lagrave ktory ma miejsce nr 11, jest w pierwszej dwudziestce, a nie dziesiątce. W pierwszej dziesiątce jest np Nakamura z numerem 9.

8 kwietnia 2014 o godz. 21:27

Ach ta propaganda sukcesu… Wszysto da się zinterpretować metodą statystyk Bartlomieja Maciei, czy przy pomocy demagogii dra Maciei. Pójście dołem w turnieju open i uzyskanie właściwego wyniku w ostatnich rundach oznacza tylko tyle, że ten zawodnik nie wyczerpał sił grając ze słabszymi przeciwnikami, więc wystarczyło mu energii na pokonanie trochę silniejszych albo bez formy przeciwników i zdobycie wymarzonego miejsca w turnieju. A rankingi uzyskane polskich asów dość często przewijają się na stronie Zbigniewa Nagrockiego. Może i Śliwa był 63. na świecie, ale wówczas na świecie było niewiele więcej utytułowanych szachistów. Osobiście cenię wielokrotny tytuł mistrza Polski Śliwy bardziej niż wielokrotny tytuł mistrza Polski Bartla. I dlaczego nasz najlepszy zawodnik zostaje mistrzem Polski psim swędem? Zgodnie z rankingiem, powinien zdobyć co najmniej 1,5 – 2 punkty więcej. Jeśli to jest dla niego nieosiągalne, oznacza to, że jego ranking jest niewiele wart.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 21:47

„Już wielokrotnie tłumaczyłem, że osoba mająca miejsce trzydzieste-któreś, nie jest w pierwszej trzydziestce”

Ależ zgadza się. Tylko że Radosław Wojtaszek jest w tej chwili, po policzeniu zysków z Mistrzostw Polski, na miejscu 25
http://www.2700chess.com/

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 21:55

Ale groteska nabić punkty rankingowe w przeciętnych MP. Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.

8 kwietnia 2014 o godz. 21:55

A z kim on te punkciki zdobył? Obecny system przeliczania ułatwia utrzymanie rankingu. Bo np. dlaczego za wygranie z kimś o klasę lub dwie gorszym dostaje się jakiekolwiek punkty? Nie zapominajmy, że za obecność na liście rankingowej trzeba płacić.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 22:52

„A z kim on te punkciki zdobył?”
Polecam stronę ratings.fide.com – wszystko można sobie sprawdzić. Przykładowo Klubowy Puchar Europy w roku 2013 – remis z Karjakinem, Cheparinov i Topalov pokonani. Wystarczająco klasowi zawodnicy? Czy znowu za mało?

http://ratings.fide.com/individual_calculations.phtml?idnumber=1118358&rating_period=2013-11-01&t=0

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 22:53

„Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.”

Owszem, oni kiedyś mieli wielkie sukcesy. Karpow też kiedyś miał sukcesy, nawet jeszcze większe. Ale teraz grają słabiej i ich aktualny ranking to pokazuje.

8 kwietnia 2014 o godz. 22:59

Ślepej kurze też trafia się ziarno. A dlaczego Wojtaszek tak musiał się męczyć ze zdobyciem mistrzostwa Polski? Czyżby polscy gracze dorównują tym wymienionym przez Ciebie powyżej?

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 23:00

„Może i Śliwa był 63. na świecie, ale wówczas na świecie było niewiele więcej utytułowanych szachistów.”
No właśnie – czyli tym łatwiej było te 63 miejsce na świecie mieć. W dzisiejszych czasach silnych i utytułowanych szachistów jest znacznie więcej, doszli chociażby arcymistrzowie z Chin i Indii, dlatego o wysokie miejsce na światowych listach jest znacznie trudniej. I tym bardziej należy doceniać osiągnięcie Radosława Wojtaszka.
„I dlaczego nasz najlepszy zawodnik zostaje mistrzem Polski psim swędem? Zgodnie z rankingiem, powinien zdobyć co najmniej 1,5 – 2 punkty więcej.”

Że niby zawodnik z rankingiem Radosława Wojtaszka powinien zrobić 8,5 albo 9 punktów z 9 zamiast 7? Wolne żarty. Wystarczy sprawdzić stronę turniejową, żeby zauważyć, że Radek przekroczył swój wynik oczekiwany o 0,81 punktu. Gdyby zagrał poniżej swojego rankingu, to by na nim stracił, prawda?
A tymczasem zyskał.
Dla wygody podaję link do wyników rankingowych turnieju, żeby utrącić ten absurdalny argument:
http://www.chessarbiter.com/turnieje/2014/ti_1701/list_of_rating_changes.html

8 kwietnia 2014 o godz. 23:16

A powinien wygrać ten turniej z trzaskiem.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 23:18

Topalov, Nakamura, Radjabov, Cheparinov, Rodshtein, Areschenko, Alekseev, Motylev, Bologan, Laznicka, Kryvoruchko – tylko pokonani, tylko powyżej 2650, tylko w ciągu ostatnich 3 lat. Trochę dużo ziarna jak na „ślepą kurę”
Który powojenny polski szachista ma większe osiągnięcia? Albo chociaż podobne?

„A dlaczego Wojtaszek tak musiał się męczyć ze zdobyciem mistrzostwa Polski?”
Bo ciężko jest przebijać zawodników 2600+, jeśli nawet białymi grają na remis – a tak się zazwyczaj gra z faworytem. A do tego do niedawna w znakomitej formie był Mateusz Bartel – i wystarczyło.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 23:26

Topalov, Nakamura, Radjabov to rzeczywiście silni zawodnicy. A kogo Wojtaszek pokonał jeszcze z elity światowej? Nie przypominam sobie. Jakie miał znaczące wyniki na skalę światową. W każdym silniejszym turnieju typu Wijk aan Zee był daleko. Odczekajmy do memoriału Gaszimowa i zobaczymy co tam pokaże.

8 kwietnia 2014 o godz. 23:52

Wojtaszek musiał czekać wiele lat na swój drugi tytuł mistrza Polski, choć przez cały ten czas był i jest uważanany za gwiazdę polskich szachów. Mam więc prawo i OBOWIĄZEK oczekiwać pogromu w jego wykonaniu. Ale Wojtaszek trzęsie się nad swoimi punktami rankingowymi i woli nie ryzykować.

  • amator

9 kwietnia 2014 o godz. 00:39

Z wysokiego rankingu Wojtaszka nic nie wynika. Liczą się sukcesy sportowe, a nie ranking. Kilka wygranych partii z silnymi zawodnikami niewiele znaczy. Janowicz wygrał kilka gemów z Nadalem, a chyba nie ma wątpliwości, kto jest lepszy. Gdyby Radek wygrał mecz z klasowym zawodnikiem, to co innego. Ale grał tylko jeden mecz, z Jobavą i przegrał. Wojtaszek jest dobrym zawodnikiem ale daleko mu do czołówki.

  • amator

9 kwietnia 2014 o godz. 00:44

Krasenkow był chyba nawet jeszcze wyżej w rankingu. I też nie miał zaproszeń na turnieje kołowe czołówki światowej.

  • Krzysztof Kledzik

9 kwietnia 2014 o godz. 10:45

lukiluk: „Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.”
Owszem, oni kiedyś mieli wielkie sukcesy. Karpow też kiedyś miał sukcesy, nawet jeszcze większe. Ale teraz grają słabiej i ich aktualny ranking to pokazuje.
________________________________
Ostatnie dwa znaczące zmagania Wojtaszka z Jobavą wykazały że w grze indywidualnej nawet B.Jobava to za wysokie progi jak na Radka nogi. O pozostałych zawodnikach nie wspomnę, bo mecz RW z nimi skończył by się pewnie tak, jak w niedawnej grupie B w Wijk aan Zee.
A gdyby Radek cudem otrzymał ranking nawet 2750, to z powodu samych cyferek i tak nikt go nie zaprosi na superturnieje. Tam zaproszą kogoś i z niższym rankingiem, ale potrafiącego pokazać ciekawe i dobre szachy.
___________
amator: Z wysokiego rankingu Wojtaszka nic nie wynika. Liczą się sukcesy sportowe, a nie ranking.
Zgadza się, z rankingu nic nie wynika. Ale dla PZSZach-u liczy się przede wszystkim ranking. Można grać nudne i bezprzyszłościowe szachy, ale dla profesjonalistów z biura nie liczy się ani klasa gry ani postępy sportowe. Jedynie ranking i jakieś tam miejsce w krajowych openach. A dzięki cyferkom można załapać się do kadry narodowej. Uważam że RW ma jeszcze daleko nie tyle do czołówki światowej, bo to jest widoczne gołym okiem, ale ma jeszcze kawałek drogi nawet do jej solidnego zaplecza. Oczywiście nie chodzi mi o cyferki ELO, lecz o klasę gry. W miarę ciągłą stabilną klasę gry (z tendencją wznoszącą), przy czym nie chodzi mi o jeden czy drugi wyrwany punkt Nakamurze ileś lat temu.

  • Hetman

9 kwietnia 2014 o godz. 14:13

Ten lukiluk jest wyraźnie przesiąknięty ideologią PZSzach-u. Pewnie boi się występować pod własnym nazwiskiem. Ale nawet gdyby to zrobił to i tak nikt by go nie wyzywał personalnie. Jeżeli on jest z Warszawy, to może jest z kręgów związkowych? Kto wie?

  • Pionek

9 kwietnia 2014 o godz. 14:44

Oczywiście mamy 4-5 graczy, którzy mogą grać na wysokim szczeblu i wygrać pojedyncze partie, ale na świecie takich szachistów jest grubo ponad 100.

Każdy sukces w pojedynczych partiach świadczy o potencjale, ale dopiero sukcesy w turniejach, ważnych meczach itp. mają znaczenie.

Najgorsze, że zniknęły turnieje w kraju z obsadą rzędu 2550-2600, a nasza czołówka ma już około albo grubo powyżej 30 lat, z małymi wyjątkami.

 

kw.
08

hetmany 2 (Kopie)

Gość napisał: Na stronie Polskiego Związku Szachowego znalazłem informację z tegorocznego przyznania „Hetmanów”.

Zaciekawiła mnie grupowa fotografia. Z niej wynika, że były prezes Tomasz Sielicki za swoje zasługi dla polskich szachów otrzymał aż dwa hetmany.

Gratulacje!

Źródło

kw.
06

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Źródło

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

W swoim komentarzu w odcinku 38  techniczny redaktor pisma związkowego „MAT” Piotr Kaim przytoczył wypowiedź trenera kadry Polskiego Związku Szachowego:

Michał Krasenkow: „Problem polega na tym, że teoria debiutów rozrosła się w sposób niesamowity. Wobec tego – żeby nie wpaść w tarapaty w początkowej fazie partii – trzeba nad debiutami dużo pracować, dużo analizować, a także przypominać sobie własne analizy. Musimy jednak pamiętać, że są to potrzeby graczy ze światowej czołówki. To nie są problemy, z którymi styka się zwykły gracz z pierwszą kategorią czy kandydat na mistrza. Swoją drogą gracze czołówki mogą się poświęcić szlifowaniu debiutów, bo wiedzę końcówkową posiedli wcześniej – zanim do tej czołówki dotarli…”

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Zgadzam się całkowicie z Michałem Krasenkowem o niesamowitym rozwoju w ostatnich czasach teorii debiutów. Jednakże zadaję od razu pytanie: jaki cel ma ta wypowiedź trenera kadry? Można z niej zrozumieć, że Michał Krasenkow odradza studiowanie teorii debiutów naszym największym talentom, aby ci dopiero w późniejszej fazie swego twórczego rozwoju zajęli się tym zagadnieniem? Kiedy będzie już za późno! Czy to sformuowanie trenera kadry nie szkodzi polskim szachom? Jaki cel miał ten wywiad Michała Krasenkowa w czasopiśmie „MAT” bez podania kontrargumentów drugiej strony? A przecież w jego ojczyźnie Rosji jest inne podejście w tej kwestii. Podobnie jest w innych krajach, które mają większe osiągnięcia od polskich szachów. Pisałem już o tym wielokrotnie: Link.

Przytoczyłem kiedyś przykład wówczas 12-letniego Sergieja Karjakina (od kilku lat reprezentującego Rosję), który w niedawno zakończonym turnieju kandydatów zajął 2 miejsce i od wielu lat zalicza się do ścisłej czołówki światowej. Dlaczego więc Michał Krasenkow wprowadza dezinformację w polskich szachach? Jaki ma więc cel – urodzony w Moskwie – arcymistrz? Czy mu zależy rzeczywiście na nowoczesnym rozwoju naszych szachów? Nie wierzę w to, że będąc czynnym zawodnikiem może być dobrym trenerem i doradcą!

Przypominam przypadek pewnego naszego arcymistrza-trenera, który szkolił przed laty czołowego juniora Polski, aby w bezpośrednim pojedynku wykorzystać owoce wspólnych analiz w celu zainkasowania pełnego punktu!

Osobiście nie wierzę w dobre intencje Michała Krasenkowa. Przypominam, że w 2003 roku – w trakcie dyskusji na stronie Polskiego Związku Szachowego o unowocześnieniu Młodzieżowej Akademii Szachowej – stanął po stronie oponentów i tym samym znalazł się na negatywnej liście Radosława Jedynaka:

Link 1

Link 2

A jaki cel ma Polski Związek Szachowy? Rozwój polskich szachów wyczynowych, czy propagowanie naszej dyscypliny jako gry świetlicowej dla amatorów?

kw.
04

IMG_0155

Trener Peter Heine Nielsen: „Magnus czytał w młodości dużo książek z teorii debiutów(…). Teraz jego rywale spędzają może 3 lub 4 godzin na przygotowanie, Magnus używa tylko 1 godzinę.”

Link

 

kw.
02

Tegorocznym mistrzem Polski został Radosław Wojtaszek (rocznik 1987). Wielkiej niespodzianki nie było, gdyż Radek od wielu lat jest naszym najsilniejszym zawodnikiem.

Poznaliśmy się w Zakopanem w 1999 roku na sesji Akademii Szachowej. Radek był w mojej grupie szkoleniowej. Szybko zorientowałem się, że ma talent. Zainteresowałem się jego treningiem. Radek narzekał, że w Kwidzynie, gdzie mieszka, nie ma trenera. Systematyczne szkolenie pod opieką doświadczonego pedagoga jest jego największym problemem.

Zaproponowałem mu trening wirtualny. Entuzjatycznie przyjął nową formą szkolenia. W ten sposób współpracowaliśmy ze sobą przez 4 lata. Dostarczałem mu systematycznie materiały szkoleniowe, analizy różnych pozycji, wskazówki do pracy samokształceniowej itd. Dla 12-16 letniego chłopaka był to z pewnością pożyteczny kontakt.

Niestety nasze kontakty nie znalazły akceptacji osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży w Polskim Związku Szachowym. Nie interesowano się tym i przeszkadzano mi w pełnej realizacji tego przedsięwzięcia.

W pewnym momencie Wojtaszek powiadomił mnie, że są naciski na niego, aby przerwał ze mną kontakt. Tak się też stało. Mogłem oczekiwać, że po tylu latach mojego poświęcenia usłyszę choć jedno słowo: DZIĘKUJĘ! Nadaremnie. Widocznie takie coś nie ma miejsca w słownictwie arcymistrza Radosława Wojtaszka!

Ale to nie wszystko. Wkrótce dowiedziałem sie z różnych źródeł, że Radek nie przyznaje sie do naszych kontaktów. Okrzyczano mnie kłamcą. Dlatego po 10 latach zdecydowałem sie na mojej stronie na publikację materiałów dowodowych. Znowu mnie zaatakowano, że ujawniłem prywatną korespondencję. Tymczasem to była normalna wymiana poglądów na linii trener – zawodnik. Tym całym wydarzeniem był bardzo mocno zbulwersowany redaktor naczelny pisma związkowego „MAT” Mateusz Bartel. Jednym słowem arcymistrz Wojtaszek został rozgrzeszony przez swoich kolegów.

Ostatnio przeglądając moje archiwum natknąłem się  na wycinek z „Panoramy Szachowej 2001” z opublikowanym wywiadem z Wojtaszkiem, w którym przyznaje się do kontaktów ze mną. Jak na ironię wywiad przeprowadzil Mateusz Bartel!

 Woj1

Woj2

Niedawno redaktor techniczny „MAT-a” Piotr Kaim przeprowadził wywiad z Wojtaszkiem o korzystaniu komputerów w szachach. Szkoda, że nie poruszono kwestii szkolenia za pomocą Internetu. Tutaj nasz arcymistrz mógły – na bazie własnych doświadczeń – dużo powiedzieć o korzyściach takiego treningu. Sam Piotr Kaim był dobrze obeznany z problematyką, gdyż aktywnie uczestniczył w dyskusji na ten temat na stronie Polskiego Związku Szachowego „Unowocześnić Akademię Szachową czy nie” w 2003 roku.

Oficjalnie trening wirtualny w dodatkowym szkoleniu polskiej młodzieży – czyli to, co ja zaproponowałem już w 1999 roku – został wprowadzony dopiero w 2012 roku. Oczywiście nie było żadnej wzmianki o mojej inicjatywie i doświadczeniach na tym polu.

Naturalnie te problemy były wielokrotnie omawiane na moim blogu i stronie. Powtarzam je dla moich nowych Czytelników, aby zapoznali się z sytuacją szachów wyczynowych w Polsce!

 

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    maj
    1
    pt.
    2026
    całodniowy TePe Sigeman Tournamnt
    TePe Sigeman Tournamnt
    maj 1 – maj 7 całodniowy
    Miejsce turnieju: Malmö Strona turnieju: Tournament Info 2026 – Tepe Sigeman & Co Chess Tournament Grają m.in. Carlsen, Abdusattorov, Erigaisi, Van Foreest itd.
    maj
    7
    czw.
    2026
    całodniowy GCT Poland (blitz) 2026
    GCT Poland (blitz) 2026
    maj 7 – maj 8 całodniowy
    Strona turnieju: Home – Grand Chess Tour Więcej informacji na stronie PZSzach: https://pzszach.pl/2026/05/05/50163/ transmisja rapid transmisja blitz transmisja z komentarzem sport.tvp.pl  
    maj
    24
    niedz.
    2026
    całodniowy IMEK Batumi
    IMEK Batumi
    maj 24 – cze 6 całodniowy
    W dniach 24.05-06.06.2026 w Batumi (Gruzja) odbędą się Indywidualne Mistrzostwa Europy Kobiet. strona zawodów komunikat
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email, by prenumerować ten blog i mieć informację o nowych wpisach przez email.